Czwartek w Europie był dniem banków centralnych. Decyzje o stopach podejmował BoE i ECB. Zaskoczenia nie było. W pierwszym stopy pozostały na poziomie 4,75 proc. W drugim natomiast podniesły siź o 25 pb do 3,25 proc.
Decyzje te nie miały większego wpływu na notowania głównych europejskich indeksów, które w czwartek rosły, reagując na silne zwyżki dzień wcześniej na Wall Strett. Zwyżki nie tylko silne, ale i zaskakujące, doszło bowiem do nich w dniu, kiedy amerykański Instytut Zarządzania Podażą poinformował, że aktywność w sektorze usług USA spadła we wrześniu do 52,9 pkt, co jest najniższym poziomem od kwietnia 2003 roku. To nie była pierwsza zła wiadomość dla amerykańskiej gospodarki. Kondycja sektora produkcyjnego również się pogarsza. Sygnały o coraz wyraźniej spowalniającej gospodarce USA płyną również z rynku nieruchomości.
Dlaczego więc, pomimo widma recesji w USA, rosną ceny akcji na Wall Street? Winna temu jest sytuacja na rynku towarowym. Od dwóch miesięcy rynek ten jest w silnej bessie - indeks CRB spadł do 1,5-rocznego minimum. To powoduje, że mocno zaangażowane tam fundusze, szczególnie te, które nie grają na spadki, przenoszą się na amerykański rynek długu i właśnie na Wall Street. Przy okazji nie pozwalając na przecenę dolara, pomimo słabych danych makroekonomicznych.
Jeżeli do tego zjawiska przepływu kapitałów dodać nadzieje inwestorów na to, że w przypadku zagrożenie
recesją Fed ponownie uratuje