Zarząd Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze zdecydował, że niskokosztowy przewoźnik Fischer Air będzie musiał przedpłacać usługi związane z obsługą lotniskową. Linie do piątku zawiesiły loty z powodu braku zamówień. Jeśli jednak będą chciały zrealizować jakieś połączenie, to na dzień przed planowanym wylotem muszą zapłacić za obsługę.

Powodem tej sytuacji jest coraz większe zadłużenie linii wobec PPL. Według Artura Buraka, rzecznika państwowego przedsiębiorstwa, obecnie Fischer Air ma ponad 800 tys. zł przeterminowanych płatności, a około 2,5 mln zł niebawem będzie wymagalnych. Od wielu tygodni firmy nie mogą się porozumieć w sprawie rozliczeń. Wczoraj przewoźnik miał przysłać proponowany harmonogram spłat zobowiązań, ale do wieczora żadne propozycje do PPL nie wpłynęły.

Druga strona sporu również zgłasza roszczenia. Zarząd Fischer Air jest zdania, że PPL jest winien firmie pieniądze za uszkodzenie dwóch samolotów. Spółka domaga się od zarządcy lotnisk wypłaty 5 mln USD tytułem odszkodowania. - Nie ma żadnych dowodów, że z naszej winy doszło do tych awarii. Sprawą zajmuje się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Wciąż czekamy na jej werdykt - tłumaczy Artur Burak.

Przedstawiciele przewoźnika twierdzą, że przygotowywany jest pozew do sądu przeciwko zarządcy lotnisk. Może być gotowy w tym tygodniu. Jednocześnie deklarują, że chcą spłacić zadłużenie wobec operatora portów, choć nie podają kiedy. Spółka ma problemy finansowe związane m.in. z upadłością biura podróży Open Travel (powiązanego z tanimi liniami). Szefowie Fischer Air prowadzą obecnie rozmowy z inwestorami finansowymi, którzy mieliby pomóc firmie wyjść na prostą.