Dziś posłowie debatować będą nad wnioskami Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej o skrócenie kadencji. PO powołuje się na "spadek zaufania do skuteczności mechanizmów demokratycznych" i "brak szans na efektywną pracę Sejmu". SLD - na "upolitycznianie państwa". Obie partie zdają sobie jednak sprawę, że nie wystarczy im głosów do przyjęcia wniosków. PO i SLD dysponują bowiem 182 głosami, a potrzeba 307 mandatów.
Mniejsze wymogi formalne (większość 231 mandatów) wymagane są przy tzw. konstruktywnym wniosku nieufności - gdy opozycja, obalając rząd, wskazuje kandydata na premiera. Prawo i Sprawiedliwość obawia się bardziej tego właśnie scenariusza. - Nie można wykluczyć, że w Sejmie powstanie koalicja przeciwko PiS - przyznał premier Jarosław Kaczyński. Politycy spekulują, że kandydatem na szefa rządu będzie wówczas Jan Rokita, wiceprezes PO.
Platforma na razie odcina się od tego wariantu. - Nie wykluczam, że w przyszłości sytuacja dojrzeje do tego, by tę metodę zastosować. Dzisiaj nie zdecydowałbym się na to rozwiązanie - stwierdził Donald Tusk, lider PO.
Prawo i Sprawiedliwość chciało mimo to się zabezpieczyć i przed planowanym na dzisiejsze popołudnie głosowaniem reaktywować koalicję.
Z dala od dziennikarzy, w podwarszawskim Jadwisinie, spotkali się wczoraj premier, wicepremier i lider LPR Roman Giertych oraz przewodniczący Samoobrony Andrzej Lepper. Nie do końca jest jasne, jaki jest efekt rozmów. J. Kaczyński powiedział, że omawiano przede wszystkim projekt budżetu. - To jest dla nas teraz najważniejsze - stwierdził. - Rozmowy takie będę kontynuował także z innymi partiami niż Samoobrona i LPR - dodał.