Zacięta walka o wybicie z konsolidacji górą wciąż nie została zakończona. Wprawdzie we wtorek padły poważne sygnały zachęcające do kupowania - wybicie WIG do poziomu historycznego maksimum, przełamanie przez WIG20, na wykresie obejmującym tylko ceny zamknięcia, oporu biegnącego po szczytach z maja i lipca - ale wczoraj nie doczekaliśmy się kontynuacji wzrostu. Tym samym indeks dużych spółek pozostaje na linii oporu biegnącej po wierzchołkach maja i lipca, jeśli przy jej rysowaniu uwzględnić wszystkie kursy z dnia oraz dokładnie na poziomie wierzchołka z początku września. W ciągu ostatnich pięciu sesji WIG20 zyskał 6 proc., co w ostatnim czasie było wystarczającą zachętą do realizacji zysków. Gdyby tym razem w takich warunkach udało się pokonać testowany właśnie opór, byłby to poważny sygnał do ataku na majowy szczyt, z dużymi szansami powodzenia. Na razie jednak sygnał taki nie padł.

Kiedy bowiem inwestorom przychodzi za krajowe akcje płacić coraz wyższe ceny, wtedy odzywają się w nich wątpliwości. Dlatego notowania dwóch największych polskich banków - PKO i Pekao - które razem odpowiadają za 25 proc. wartości WIG20 - wczoraj nie rosły już tak szybko jak we wtorek. Wykresy obydwu kursów zmagają się z oporami wyznaczanymi przez historyczne maksima (40,8 zł dla PKO BP i 215,5 zł dla Pekao). Wobec wciąż słabszej postawy spółek surowcowych (trwała poprawa ich notowań jest mało prawdopodobna) za klucz do dalszego trendu w dalszym ciągu uważam zachowanie akcji TP. Naciskana przez regulatora rynku i konkurencję spółka trzyma się mocno. Dwa kolejne dołki na wykresie zbudowane zostały na coraz wyższym poziomie, teraz trzeba tylko przełamania dwóch spadkowych linii trendu, wyznaczających opór między 21 i 21,5 zł.

Choć wczorajszą sesję interpretować można jako porażkę popytu (notowania były już wysoko, opory wydawały się praktycznie przebite), to dopóki nie zostanie zamknięta wtorkowa luka hossy (dolne ograniczenie na 3030 pkt), inicjatywa wciąż jest po stronie byków. Trend długoterminowy wciąż jest przecież wzrostowy.