Reklama

"Chińczycy trzymają się mocno"

Powszechna wiara ekonomistów w uelastycznienie kursu chińskiej waluty i doprowadzenie do jej zwyżki może nie mieć kluczowego znaczenia dla gospodarki

Publikacja: 17.10.2006 08:55

Gdyby w ramach przygotowań do egzaminu napisać dla studentów "książkową receptę" na temat właściwej polityki makroekonomicznej dla państwa "X", to krótki tekst miałby mniej więcej następującą postać.

Teoria

Kraj "X" powinien zmniejszyć deficyt budżetowy, a jeszcze lepiej powinien wykazać się zbilansowaną pozycją fiskalną sektora publicznego w przekroju całego cyklu koniunkturalnego. Minister finansów państwa "X" powinien zbilansowany wynik budżetu uzyskać bez podwyższania podatków, ale za pomocą obcięcia wydatków publicznych, najlepiej o charakterze socjalnym. Polityka monetarna, przy "zdrowych" finansach publicznych, powinna służyć absorpcji ewentualnych zewnętrznych szoków, które mogą niebezpiecznie podbić inflację, wywołując możliwość powstania dalszych "wtórnych efektów", utrwalających presję inflacyjną. Sprawnie działające władze monetarne powinny być w stanie, w ramach systemu bezpośredniego celu inflacyjnego, stosując przejrzysty system komunikacji z rynkami finansowymi, zakotwiczyć oczekiwania inflacyjne. System oparty na bezpośrednim celu inflacyjnym powinien być uzupełniony w pełni wymienialną walutą z całkowicie płynnym kursem walutowym. Na wszelki wypadek, aby odstraszyć międzynarodowych spekulantów walutowych, bank centralny powinien dysponować odpowiednio dużymi rezerwami. Właściwa mieszanka polityki fiskalnej i monetarnej otwiera przestrzeń do wprowadzenia zmian strukturalnych, gwarantujących wysokie tempo wzrostu gospodarczego. Przede wszystkim władze powinny zadbać o konkurencyjny rynek pracy. Brak ograniczeń w zwalnianiu i zatrudnianiu pracowników będzie skutkował niską stopą bezrobocia, tym samym wysokim wskaźnikiem partycypacji zawodowej. Znaczny udział pracującej ludności kraju "X" pozwoli na utrzymanie niskiej składki emerytalnej. Niskie socjalne obciążenia w połączeniu z ograniczonym wzrostem płac, trzymanym w ryzach przez zliberalizowany rynek pracy, pozwalają gospodarce "X" być bardzo konkurencyjną na międzynarodowym rynku. W rezultacie rosnący szybciej (niż import) eksport zapewnia krajowi "X" nadwyżkę w bilansie handlu zagranicznego.

Praktyka

Niestety, podana recepta jest bezużyteczna dla chińskiej gospodarki. Państwo Środka ma niewielki dług publiczny i deficyt budżetowy. Bardzo dużą nadwyżkę w bilansie handlu zagranicznego i olbrzymie rezerwy walutowe banku centralnego. Najbardziej jednak wszystkie kraje zazdroszczą Chinom fantastycznego tempa wzrostu gospodarczego. Należy przy tym podkreślić, że prognozowany na poziomie 10 procent wzrost gospodarczy w 2006 roku zostanie osiągnięty przy niskim wzroście cen. Okazało się, że podbicie inflacji do 5 procent w 2005 roku miało charakter przejściowy i wynikało ze złych zbiorów w rolnictwie. Jakich zatem rad gospodarczych należy udzielić Chinom?

Reklama
Reklama

Recepta?

Jeśli przyjąć, że wysokie tempo wzrostu gospodarczego może utrzymać się w dłuższej perspektywie, to głównym zagrożeniem jest wpływ Chin na światową równowagę gospodarczą. Niestety, założenie, że analizie podlega mała gospodarka, na ogół czynione w "książkowych" wywodach ekonomicznych, nie jest - w przypadku Chin - prawdziwe. Gwałtowna ekspansja tanich, ale jakościowo niezłych produktów generuje olbrzymią nadwyżkę w handlu zagranicznym, która następnie zamieniana jest na amerykańskie skarbowe papiery wartościowe przez bank centralny. Zatem to, co "książkowa ekonomia" chwali (to znaczy nadwyżkę bilansu handlowego), jest źródłem problemów.

Powszechna wiara ekonomistów w uelastycznienie kursu chińskiej waluty i doprowadzenie do jej aprecjacji może nie mieć kluczowego znaczenia. Podstawowe znaczenie ma nadwyżka wewnętrznych oszczędności prywatnych nad inwestycjami. Łatwo wykazać, że taka nierównowaga, przy prawie zrównoważonym budżecie, musi oznaczać nadwyżkę eksportu nad importem. Przywrócenie równowagi bilansu handlowego, zakładając, że deficyt budżetowy ma pozostać na niezmienionym poziomie, musi zatem zakładać wzrost inwestycji albo spadek prywatnych oszczędności. Zwiększenie tempa inwestycji nie wchodzi w grę, mimo że jest zaleceniem zgodnym z "podręcznikową ekonomią". Obecny zakres inwestycji ma już negatywne skutki dla ochrony środowiska. I doprowadził do gwałtownego wzrostu światowego popytu na podstawowe surowce. Może stać się przyczyną załamania wzrostu lub pobudzenia inflacji. Znaczna opłacalność inwestycji w Chinach, związana z niskimi kosztami siły roboczej, doprowadziła do zbudowania zbyt dużych zdolności produkcyjnych. Mniej sprzyjające warunki zewnętrzne i powolny wzrost płac uwypukli w niedalekiej przyszłości problem przeinwestowania chińskiej gospodarki.

Zmniejszenie prywatnych oszczędności zakłada pobudzenie konsumpcji. Przy tak niskich dochodach jak w Chinach wydawałoby się, że skłonność do konsumpcji powinna być wysoka. Rzeczywistość jest inna, dochody są nierównomiernie rozłożone, a brak efektywnie funkcjonującego społecznego zabezpieczenia zachęca do indywidualnego oszczędzania. Znaczna część oszczędności powstaje w przedsiębiorstwach, stając się nie tylko źródłem inwestycji, ale również powodem nagromadzenia znacznych środków finansowych w sektorze bankowym. Jak widać, problemu pobudzenia konsumpcji nie da się rozwiązać za pomocą podwyżek płac. Nie jest to również rozwiązanie pożądane. Istotne podwyżki płac na tak konkurencyjnym rynku pracy mogłyby zostać osiągnięte przy wprowadzeniu sztucznych stymulatorów, na przykład przywilejów branżowych. W szybkim tempie zniknęłaby konkurencyjna przewaga chińskich firm. Wzrost płac nie może być motorem pobudzającym konsumpcję.

Zwiększyć popyt mogą wydatki publiczne. Znów proponowane rozwiązanie odbiega od "książkowych rad". Wydatki publiczne w przypadku Chin mogą okazać się bardzo pożądane. Zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, poprawa podstawowej edukacji, zbudowanie systemu minimalnego bezpieczeństwa socjalnego - to bardzo pożądane dobra publiczne. Nieuchronny wzrost deficytu finansów publicznych może zostać łatwo skompensowany przez zwiększenie obciążeniami podatkowymi firm chińskich, szczególnie w sektorze państwowym. Rządowe firmy nie płacą należnej skarbowi państwa dywidendy i tym samym mają środki na inwestycje. Należałoby stopniowo zwiększać drenaż finansowy, który w sposób kontrolowany ograniczałby możliwości finansowe przedsiębiorstw, i tym samym zmniejszył ich zdolności inwestycyjne. Uzyskane z płaconej dywidendy środki można byłoby przeznaczyć na budowę ochronnego systemu socjalnego. Ponownie proponowane rozwiązanie, de facto polegające na wprowadzeniu klina podatkowego, idzie "pod prąd" standardowym poradom ekonomicznym. Oczywiście, kluczowe znaczenie ma zbudowanie bardzo efektywnego systemu socjalnego. W przeciwnym razie środki zostaną zmarnotrawione.

Własna droga

Reklama
Reklama

Władze chińskie poszły inną drogą. Chcą dalej utrzymać nadwyżkę w handlu zagranicznym. Przy takim rozwiązaniu największym zagrożeniem jest gwałtowne zahamowanie ekspansji eksportowej, która może być spowodowana albo wprowadzeniem restrykcji handlowych, albo aprecjacją chińskiej waluty. Władze chińskie postanowiły "zadbać" o eksport w przyszłości, udzielając długoterminowych kredytów krajom rozwijającym się. W ten sposób gwarantują zbyt na własne wyroby i równocześnie dzięki bezpośrednim inwestycjom w tych państwach budują sobie bazę surowcową. Chińska recepta nie zmniejsza zatem "globalnej nierównowagi". Ale może to świat powinien brać wzór z Chin i zmienić swoją politykę gospodarczą?

Jedno jest pewne. "Chińczycy trzymają się mocno"!

Międzynarodowy Fundusz Walutowy

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama