Ostatnia świetna koniunktura na amerykańskich giełdach oraz wyskok WIG20 z poziomu ok. 2900 pkt do blisko 3200 pkt wprowadziły nieco zamieszania do dość klarownego, chociaż mało optymistycznego obrazu sytuacji. Nie ma wątpliwości, że za oceanem gospodarka zwalnia. Dobitnie świadczą o tym dane o produkcji we wrześniu - zmalała ona o 0,6 proc. i był to najsłabszy miesięczny rezultat w tym roku. Trudno przypuszczać, by to spowolnienie nie odbiło się negatywnie także na światowej, a w efekcie i polskiej gospodarce. Zresztą szczyt koniunktury i tak mamy już najwyraźniej dawno za sobą. W maju roczny wzrost produkcji przekroczył 19 proc., co nie przez przypadek zbiegło się ze szczytem na rynku akcji. W sierpniu roczny wzrost produkcji wynosił już znacznie mniej - 12,5 proc., a na dane za wrzesień dopiero czekamy.
Wobec rozpoczętej na początku miesiąca zwyżki WIG20 kluczowe stało się pytanie: czy powrót dobrych nastrojów oznacza, że zdaniem rynku groźba dalszego spowolnienia gospodarczego została już na dobre zażegnana, czy może wręcz przeciwnie - poprawa jest chwilowa? Trochę światła na tę sprawę rzuca nie tyle wykres WIG20, co jego roczna zmiana. Nawet mimo to, że podskoczyła w ostatnich tygodniach z poniżej 15 proc. do ponad 35 proc., to w perspektywie pół roku nadal mamy trend spadkowy. W przeciwieństwie do WIG20 jego roczna dynamika nie zdołała powrócić do poziomu z lipca (ok. 45 proc.). To sugeruje, że ostatnia zwyżka indeksu nie zapowiada jeszcze ponownego przyśpieszenia gospodarki.
Wczorajszy najsilniejszy w tym miesiącu spadek WIG20 tym bardziej potwierdza te obawy. Indeks odbił się od lipcowego szczytu (3191 pkt). To oznacza, że mimo wcześniejszych sukcesów byków (przebicie linii trendu spadkowego wybiegającej z majowego szczytu) zabrakło kluczowego elementu do zakończenia ponad dwumiesięcznej konsolidacji. Jeżeli się okaże, że atak na opór był przedwczesny i WIG20 skazany jest na kontynuację trendu bocznego, to powrócą obawy przed spowolnieniem gospodarczym.