Czarterowe linie lotnicze Fischer Air Polska prawdopodobnie nie znikną z lotniczej mapy. Spółka zawiesiła kilkanaście dni temu działalność i wiele wskazywało na to, że to już jej koniec. Wczoraj okazało się nawet, że firma AWAS, która oddała przewoźnikowi w leasing dwa samoloty, rozpoczęła już procedurę odzyskiwania maszyn w związku z brakiem płatności (wystąpiła o ich wyrejestrowanie). Według naszych informacji, nie oznacza to jednak wcale tego, że firma kończy latanie.
Typowy ruch
Przedstawiciele giełdowej spółki Cash Flow, która posiada obecnie 85 proc. udziałów w lotniczym przedsiębiorstwie, twierdzą, że są w stałym kontakcie z leasingodawcą i Fischer Air nie straci floty. -To typowa procedura w przypadku zalegania z płatnościami. Wiemy o tym i prowadzimy rozmowy z AWAS-em dotyczące kontynuacji współpracy - twierdzi Grzegorz Gniady, wiceprezes Cash Flow. Ponowne zarejestrowanie samolotów to, jego zdaniem, kwestia kilku dni. Cash Flow od kilku dni poszukuje inwestorów dla Fischer Air. W środę podpisano przedwstępną umowę sprzedaży pierwszych 15 proc. Chętnym okazał się Krzysztof Moska, znany inwestor giełdowy. Na tym sprzedaż istniejących udziałów ma się zakończyć. Następny ruch to emisja nowych udziałów i podniesienie kapitału o 12,73 mln zł.
- Finalizujemy rozmowy z inwestorami, którzy chcą się zaangażować kapitałowo w lotniczy biznes. Jest sporo chętnych na objęcie nowych udziałów Fischer Air. Po tej emisji nasz udział w lotniczej spółce zmniejszy się - tłumaczy Grzegorz Gniady. O ile, na razie nie wiadomo, prawdopodobnie firma handlująca wierzytelnościami będzie miała 35 proc. udziałów w podniesionym kapitale. Na razie nie są znane ani data planowanej emisji, ani nazwy firm lub nazwiska inwestorów, którzy zamierzają dokapitalizować przewoźnika. Główny udziałowiec zapewnia jednak, że zależy mu na czasie. Podniesienie kapitału przez emisję udziałów to, jak twierdzą szefowie Cash Flow, pierwszy etap rozwoju czarterowych linii lotniczych.
To nie koniec