Dzisiaj wieczorem w fińskim Lahti przywódcy państw Unii Europejskiej zjedzą kolację z prezydentem Rosji. Po raz pierwszy przy jednym stole zasiądą Władimir Putin i Lech Kaczyński.
Jednym z najważniejszych tematów ma być bezpieczeństwo energetyczne.
15 lat temu przedstawiciele ponad 50 państw podpisali wielostronny dokument, zwany Kartą Energetyczną. Jeden z zapisów Karty mówi o liberalizacji dostępu do rynków energetycznych państw-sygnatariuszy. Rosja swój podpis złożyła, ale dokument nie został przez nią ratyfikowany. Teraz jest innym państwem. Rosyjski gigant Gazprom, kontrolowany przez rząd, nie dopuszcza innych dostawców do swoich rurociągów, ale chce korzystać z europejskich sieci przesyłowych i dystrybucyjnych.
Rosjanie sprawę stawiają jasno. - Karta nie zostanie ratyfikowana bez zmiany zapisów protokołu tranzytowego i samej Karty - oświadczył Siergiej Jastrzembski, doradca Putina.
Niektórzy politycy europejscy są zaskoczeni polityką Rosji w sferze energii, zwłaszcza zmianą podejścia jej władz do inwestorów zagranicznych w tym sektorze. Wbrew wcześniejszym deklaracjom, olbrzymie złoża gazu na Morzu Barentsa (Sztokman) mają być eksploatowane bez udziału zagranicznych firm. Wielkie kłopoty na Sachalinie ma Shell, gdzie postawiono mu zarzuty natury ekologicznej.