Reklama

Arbitrażyści nadawali ton

Mimo dobrych nastrojów na świecie i aktywności arbitrażystów wciąż nie doszło do przełamania przez WIG20 szczytu z przełomu lipca i sierpnia.

Publikacja: 21.10.2006 09:14

To otwierałoby indeksowi największych firm drogę do ataku na rekord wszech czasów. Kłopotów z przebiciem oporu nie należy odbierać jako większej aktywności sprzedających. Wszak już trzeci tydzień nie są w stanie wyraźniej zaznaczyć swojej obecności na rynku. To raczej wynik mniejszej skłonności do kupowania akcji. Widać to było po obrotach, które wyraźnie obniżyły się w porównaniu z poprzednim tygodniem. W takich warunkach wzrosło znaczenie arbitrażystów. Mieli ogromny udział w przebiegu środowych notowań, ale również na innych sesjach ich aktywność była zauważalna.

Wraca hossa?

Wiążą się z nią pytania nie tylko dotyczące tego, jaki wpływ na rynek będzie miało zamykanie transakcji arbitrażowych, kiedy będą one miały negatywne oddziaływanie ze względu na wzmożoną podaż akcji. Zastanawia także to, jakie decyzje w kolejnych dniach będą podejmować ci, którzy w ostatnim czasie na masową skalę otwierali długie pozycje. Trudno sobie wyobrazić tak zdecydowany wzrost aktywności inwestorów indywidualnych. To oznacza, że długie pozycje zajmowały instytucje zapewne nie tylko krajowe, ale i zagraniczne. Jaki cel im przyświecał? Spekulacja czy trwalsza wiara w pomyślne perspektywy naszego parkietu? Jakie były bezpośrednie przesłanki takich działań? Czy do optymizmu zachęcała głównie korzystna atmosfera na światowych parkietach, czy też nasz region stopniowo zaczyna wracać do łask ze względu na fundamenty? Jeśli u podłoża zainteresowania długimi pozycjami nie leżała jedynie spekulacja to dlaczego inwestorzy nie decydowali się na skupowanie tańszych względem futures akcji. Czy dlatego, że segment kontraktów jest płynniejszy i daje możliwość szybszego wejścia i opuszczenia rynku (otwarcie 3 tys. kontraktów odpowiada portfelowi akcji za blisko 100 mln zł)? Jeśli tak, to trudno traktować ostatnie decyzje inwestorów jako wyraz długofalowego optymizmu. Takich pytań jest więcej, ale, niestety, nie ma na nie klarownych odpowiedzi.

Na inwestorów zagranicznych jako źródło popytu na GPW wskazują także złoty oraz obligacje. Rozpoczęcie dobrej passy naszej waluty pod koniec minionego miesiąca zbiegło się w czasie z początkiem wzrostu liczby otwartych pozycji, poprawą koniunktury na giełdzie i lepszym postrzeganiem obligacji, które zyskiwały w przeciwieństwie do papierów z państw dojrzałych. Wygląda tak, jakby trzymiesięczny spadek rentowności papierów skarbowych na rozwiniętych rynkach, trwający do końca września, znów zwiększył atrakcyjność długu wschodzących gospodarek w oczach globalnych inwestorów. Pochodną tego jest apracjacja lokalnych walut. W przypadku złotego na wykresach EUR/PLN oraz CHF/PLN w ostatnich dniach zostały przecięte linie szyi formacji głowy z ramionami, tworzonych od wiosny. Mają one w tej sytuacji typowo korekcyjny charakter, co każe liczyć się z kontynuacją spadku walut o ok. 6 proc. Wysokość formacji wskazuje na osiągnięcie przez franka szwajcarskiego poziomu 2,26 zł, a euro 3,63 zł.

Taką perspektywę przybliżałby wzrost dolara na świecie. Próba sforsowania wsparcia dla euro na wysokości 1,25 USD nie powiodła się na razie, ale też kontrreakcja zwolenników wspólnej waluty nie była imponująca. Choć sprzyjały im słabe doniesienia dotyczące aktywności amerykańskiej gospodarki, to wciąż od tej bariery dzieli jedynie 1 cent. Powodem takiej sytuacji są ostatnie informacje z obszaru polityki monetarnej. Po wcześniejszym zaostrzeniu retoryki przez członków Fed teraz dostaliśmy uzasadnienie dla takiego postępowania ze strony inflacji bazowej, która wzrosła we wrześniu do najwyższego poziomu od 10 lat. To pokazuje, że radość z ostatniego spadku cen ropy jest przedwczesna, bo gospodarka odczuwa nadal skutki wcześniejszego wzrostu.

Reklama
Reklama

Jeszcze

nie wszystko rośnieMimo pokaźnej skali wzrostu w segmencie małych i średnich spółek w ostatnich tygodniach trudno mówić o tym, że na warszawskim parkiecie rośnie już "wszystko". W ostatnich 4 tygodniach różnica między spółkami rosnącymi i zniżkującymi na danej sesji wynosiła przeciętnie 7 pkt proc. W styczniu, kwietniu i lipcu tego roku była nawet dwa razy większa i za każdym razem poprzedzała przesilenie na rynku. To sugerowałoby, że jeszcze jest miejsce na kontynuację zwyżki. Równocześnie jednak taka sytuacja jest pochodną tego, że WIRR nie uzyskał praktycznie przewagi nad MIDWIG-iem w ostatnich 3 miesiącach. To nie zdarzało się w czasie poprzednich fal zwyżkowych. Przy tym niepokojące rozmiary osiągnęła różnica między 3-miesięcznymi zmianami WIRR i WIG20. Ten drugi wypada aż o 17,5 pkt proc. gorzej. W czasie tej hossy bywały większe różnice. W przypadku MIDWIG-u przewaga tego indeksu nad WIG20 jest bliska rekordowej. Wskazuje to, że segmentowi mniejszych spółek trudno będzie zwiększać przewagę nad blue chips. To oznacza, że z chwilą pogorszenia klimatu na całym rynku WIRR i MIDWIG nie uchronią się przed przeceną.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama