Piątkowa reakcja na wyniki Caterpilara za trzeci kwartał pokazuje, co grozi amerykańskiemu rynkowi akcji, jeśli tendencja do publikowania słabszych od oczekiwań rezultatów rozszerzy się na większe grono spółek. Na początku piątkowej sesji akcje lidera wzrostów w ostatnich latach w gronie 30 firm wchodzących w skład DJIA zanurkowały o 12 proc., do najniższego od pierwszej dekady stycznia, poziomu. Z punktu widzenia analizy technicznej oznacza to umocnienie zapoczątkowanego w maju trendu spadkowego.

Z jednej strony inwestorzy na pogorszenie wyników są gotowi, bo prognozy mówią, że w pierwszym kwartale 2007 roku roczna dynamika poprawy zysków spadnie poniżej 10 proc. Powyżej tej granicy utrzymuje się (licząc już III kw 2006) od 14 kwartałów. Zatem dostosowanie kursów powinno przebiegać stopniowo i łagodnie. Z drugiej strony mają chociażby dane o rocznym wzroście produkcji przemysłowej, który we wrześniu 2006 roku wyniósł 6,6 proc. i był najwyższy, od kiedy na Wall Steet rozpoczynała się w marcu 2003 roku hossa. Na tej podstawie można z kolei odnieść wrażenie, że spowolnienie w amerykańskiej gospodarce, dobrze widoczne w sektorze budowlanym, będzie miało ograniczony zasięg. Stad już niedaleko do przekonania, że może jednak nie warto korygować kursów akcji, bo przecież w niedalekiej przyszłości zyski znów będą szybko rosnąć. A jak przebiega skumulowana reakcja na negatywne wiadomości, mieliśmy okazję przekonać się w pierwszej połowie tego roku.

Po trzech tygodniach szybkiego wzrostu zwyżka zatrzymała się na giełdach europejskich. Od dołka z 13 czerwca indeks DJ Stoxx 50 zyskał 15 proc, tyle samo co w ostatniej fali hossy przed majowym szczytem. Ograniczeniem dla korekty jest właśnie majowy wierzchołek na 3595 pkt., znajdujący się 2 proc. poniżej piątkowego zamknięcia.

Sytuacja na rynkach naszego regionu jest bardzo niejednoznaczna - BUX i RTS nie dały rady wybić się ponad analogiczne opory, z którym zmaga się WIG20, natomiast austriacki ATX pewnie zmierza do majowego szczytu.