U nas giełda nie doszła jeszcze do znaczenia zagranicznych targów pieniężnych, ale za to nie rozwinął się tu także chorobliwy objaw zagraniczny, giełdziarstwo, to jest gra i spekulowanie na obniżenie lub podwyższenie kursu papierów publicznych - tak w roku 1883 pisali autorzy Encyklopedyi Powszechnej S. Orgelbranda. Myślenie tego rodzaju było głęboko zakorzenione w tradycji szlacheckiej, w której zajmowanie się handlem i pieniędzmi było przez wielu uznawane jako niegodne ludzi odpowiednio wysoko urodzonych. Hasło encyklopedyczne odstraszało zatem od interesowania się giełdą, która działała w Warszawie od roku 1817.
Na dobrą sprawę, skąd przeciętny Polak mógł w XIX wieku wiedzieć, że w rozwijającym się kapitalizmie zachodnioeuropejskim gra na giełdzie z całą pewnością nie była traktowana jako chorobliwy objaw, lecz cieszyła się, według dzisiejszej terminologii, raczej uznaniem społecznym.
Jak widać, metoda straszenia oczywistymi rzeczami przez media bądź przez populistów, ludzi słabo zorientowanych w sprawie, nie jest współczesnym wynalazkiem. Dzisiejsi krajowi populiści za przedmiot ataku w swoim repertuarze od dawna mają prywatyzację prowadzoną od początku transformacji. "Prywatyzatorów", którym należy się głęboki szacunek i uznanie, odsądza się od czci i wiary. Nie jest ważne, jak się prywatyzowało, jakie ryzyko społeczne i gospodarcze trzeba było podejmować w często pionierskich przedsięwzięciach, w warunkach dużej niepewności i braku wcześniejszych doświadczeń. Lansuje się tezę, że wszelka prywatyzacja była haniebnym działaniem, wręcz grabieżą majątku narodowego. Między innymi dla wykazania takiej tezy powołano komisję bankową.
Tymczasem wypowiadający takie słowa nie zdają sobie sprawy, jak wyglądałaby Polska, gdyby nie przeprowadzono prywatyzacji, a szczególnie gdyby w prywatyzacji nie uczestniczył zagraniczny kapitał.
Straszenie oczywistymi rzeczami jest ulubionym sposobem przekazywania informacji przez pewien śledczo-interwencyjny program prywatnej stacji telewizyjnej. Jakiś czas temu w programie tym zarzucono państwowej instytucji ubezpieczeniowej rozrzutne wydawanie publicznych pieniędzy poprzez zakup ciężarowego samochodu do rozwożenia po kraju druków niezbędnych do funkcjonowania tej instytucji. Rozrzutność miała polegać na wyposażeniu kabiny kierowcy w pomieszczenie do spania i odtwarzacz płyt CD. Rzecz w tym, że już od wielu lat