Na rynkach rozwiniętych spółki zajmujące się sprzedażą żywności i leków zaliczane są do branż defensywnych, czyli takich, których przychody i zyski nie są istotnie uzależnione od tempa wzrostu gospodarczego. Handlują produktami, które zaliczane są do artykułów pierwszej potrzeby - konsumenci rezygnują z ich zakupu w ostatniej kolejności. Z drugiej strony, kiedy w okresach silnego wzrostu gospodarczego dochody konsumentów rosną, zapotrzebowanie na dobra pierwszej potrzeby nie zwiększa się w znaczącym stopniu. Konsekwencją w miarę stałego popytu na sprzedawane artykuły jest stabilne, przynajmniej w założeniach, zachowanie kursów akcji spółek handlujących żywnością i lekami. W trakcie hossy ich notowania rosną wolniej od innych sektorów rynku, ale w trakcie bessy mniej tracą na wartości.
Na rynkach wschodzących, których społeczeństwa nie są tak zamożne, jak w przypadku gospodarek rozwiniętych, możliwości wzrostu popytu na dobra pierwszej potrzeby - w miarę zwiększania dochodów ludności - wydają się większe. Stąd spółki sprzedające żywność i leki mogą być postrzegane w trakcie hossy jak firmy cykliczne (których zyski i przychody rosną w okresach przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego), zachowując jednocześnie zdolność do korzystnego przetrwania bessy.
Straty już odrobione
Do takich wniosków skłania zachowanie firm z tej branży w trakcie ostatniej hossy na rynkach wschodzących (emerging markets), w tym także na naszej giełdzie. Sprzedaż artykułów pierwszej potrzeby jest jednym z nielicznych sektorów na emerging markets, który w całości odrobił straty po majowo-czerwcowej korekcie. Ta sztuka udała się również indeksowi tej branży wyliczanemu dla spółek z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W czwartek indeks Sprzedaż żywności i leków miał 3349,5 pkt, najwyższą wartość w historii. Majowy wierzchołek udało się w tym momencie przekroczyć o ponad 4 proc., natomiast roczna stopa zwrotu z indeksu branżowego, podobnie jak przed sześcioma miesiącami, sięgnęła 85 proc. Notowania piątkowe przyniosły minimalny tylko spadek wskaźnika branżowego.
Postrzeganie branży jako cyklicznej wydaje się potwierdzać obecność w czołówce hossy Almy Market. Od kiedy w październiku 2002 r. zwyżkę rozpoczął Indeks Cenowy Parkietu, notowania krakowskiej firmy poszły w górę o 3770 proc. Lepszy wynik w tym czasie (biorąc pod uwagę tylko zmianę kursu) osiągnęło 5 spółek.