Dzisiaj w siedzibie KGHM Polska Miedź odbędzie się nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy, które zajmie się zmianami w radzie nadzorczej spółki. Jak dowiedział się "Parkiet", NWZA może nie ograniczyć się do wyboru członków w miejsce Krzysztofa Skóry (został oddelegowany do zarządu i jest prezesem) i Czesława Cichonia (zrezygnował z funkcji, gdyż został szefem jednej ze spółek zależnych). Nie wiadomo jednak, na jak głębokie zmiany zdecyduje się kontrolujący spółkę Skarb Państwa (ma 44,28 proc. akcji).
Wczoraj komisja nadzorująca wybory członka zarządu reprezentującego załogę uznała głosowanie za nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. W wyborach udział wzięło tylko 17,86 proc. pracowników, co oznacza, że do urn poszło ok. 3 tys. z ponad 17 tys. uprawnionych osób. Największy w KGHM Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego (ZZPPM) w oświadczeniu zamieszczonym na swojej stronie internetowej winą za niską frekwencję obarczył zarząd firmy. Zdaniem związkowców, kierownictwo zrobiło wszystko, żeby zastraszyć i zniechęcić pracowników do głosowania. "Dziwnym zbiegiem okoliczności przez dwa dni stały w pobliżu komisji wyborczych pracownice kadr z notesami w ręku. Chcącym głosować dawano do zrozumienia, że wiąże się to z ryzykiem utraty pracy lub blokadą awansu" - można przeczytać na stronie internetowej związku. "Wyznaczono minimalną liczbę miejsc do głosowania. Dla wielu pracowników były one wręcz niedostępne. Przykładem tego jest choćby Huta Miedzi "Legnica". W zakładzie położonym na obszarze wielu kilometrów była tylko jedna urna wyborcza" - czytamy dalej w oświadczeniu.
Zarząd odrzuca te oskarżenia. - Zarzuty są nieprawdziwe - mówi Alina Urban, odpowiedzialna za wizerunek KGHM. Podkreśla, że zastrzeżenia ZZPPM były rozpatrywane przez komisją wyborczą, która jednak je oddaliła jako nieuzasadnione. W sumie komisja otrzymała cztery protesty. Wszystkie odrzucono. Oznacza to, że zarząd KGHM liczący pięć osób nie powiększy się o reprezentanta pracowników.
PAP