Poniedziałkowe notowania pokazały, że mocny wzrost euro do dolara z minionego czwartku nie był początkiem trwalszego ruchu, a jedynie reakcją na nieudane próby sforsowania wsparcia przy 1,25 USD. Wczoraj wspólna waluta potaniała o ponad 0,7 centa i kosztowała mniej niż 1,255 USD. Taki obrót spraw podtrzymuje szanse na udany atak zwolenników amerykańskiej waluty na barierę 1,25 USD za euro. Gdyby rzeczywiście się to udało, realna stałaby się zniżka przynajmniej w rejon 1,21 USD. Popyt na dolara trzeba łączyć z ostatnimi doniesieniami dotyczącymi przyszłej polityki monetarnej w USA, które redukują nadzieje na szybkie obniżki stóp procentowych, a także z sytuacją na rynku ropy. Taniejące paliwa pozwalają myśleć o zahamowaniu wzrostu, a nawet poprawie deficytu handlowego. Oba czynniki są korzystne dla dolara, tym bardziej że inwestorzy przestali się tak bardzo bać jak jeszcze 2-3 miesiące temu wyraźnego spowolnienia gospodarczego w Ameryce. Wczorajszy spadek nie zmienił korzystnych perspektyw złotego. Dopóki euro znajduje się na drodze do 3,63 zł.