W przyszłym tygodniu rosyjska firma KrasAir ma złożyć ofertę zakupu narodowych węgierskich linii lotniczych Malev. To drugie podejście Rosjan, a w sumie siódma próba sprywatyzowania węgierskiego przewoźnika.
- Dla nas to dobra okazja, żeby stworzyć sieć połączeń do Europy, Rosji i Azji - stwierdził w wywiadzie dla Bloomberga współwłaściciel KrasAir, Borys Abramowicz (nie ma nic wspólnego ze znanym miliarderem Romanem Abramowiczem). Firma jest piątym co do wielkości przewoźnikiem w Rosji. Wchodzi w skład budowanego pod rządową egidą aliansu AirUnion, składającego się z pięciu rosyjskich linii lotniczych i stanowiącego konkurencję dla Aerofłotu. Malev zostałby do tego sojuszu przyłączony.
Węgierskie linie po upadku komunizmu próbowano sprywatyzować już sześciokrotnie. Państwo wpompowało w ich rozwój 16,2 mld forintów (czyli prawie 80 mln euro) w ciągu ostatnich sześciu lat, jednak mimo to ciąży im 30 mld forintów długów i borykają się z coraz większą konkurencją ze strony tanich przewoźników, takich jak Ryanair czy easyJet. Od lat 90. węgierskie linie ani razu nie wykazały zysku. - Malev jest w nie najlepszej kondycji finansowej i wymaga pomocy. Musimy opracować program inwestycyjny - powiedział Abramowicz.
KrasAir próbował sił przy ostatniej próbie sprzedaży Malevu w sierpniu zeszłego roku. Nie dogadał się jednak z agencją prywatyzacyjną co do ceny. Nie wiadomo, ile tym razem przygotowali Rosjanie. Współwłaściciel KrasAir zdementował jednak doniesienia węgierskich gazet, że jego firma oferuje równowartość połowy wartości długów Malevu.
W ocenie ekspertów, węgierskie linie byłyby dla KrasAir dobrą trampoliną do podboju rynku lotniczego Unii Europejskiej. Zdaniem Borysa Rybaka, dyrektora moskiewskiej firmy konsultingowej Infomost, jest to szczególnie ważne w kontekście rychłego zniesienia barier w transporcie lotniczym między Wspólnotą a Rosją (warunkiem jest wejście tej ostatniej do Światowej Organizacji Handlu). - KrasAir może zdobyć przyczółek na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej - stwierdził Rybak.