Dla wielu pracodawców początek września był wyjątkowo trudnym okresem. Okazało się, że pracownicy wracając z wakacji przywożą ze sobą nowe oferty pracy. Dla siebie i dla swoich kolegów.
W jednej z firm średniej wielkości wydzielono trzech zdolnych programistów, których zadaniem było napisanie oprogramowania do zarządzania relacjami z klientami (CRM). Oprogramowanie takie można kupić - ale jest dość drogie, szczególnie gdy przedsiębiorstwo prowadzi nietypową działalność i dostosowanie istniejących gotowych rozwiązań jest czasochłonne. Można też - znając funkcjonujące w firmie systemy - stworzyć własne oprogramowanie. Często pracę wykonują ci sami programiści, którzy tworzyli wcześniejsze moduły.
Po wakacjach - cały zespół zgłosił się do pracy. Wszyscy z wypowiedzeniami. W czasie wakacji porozumieli się z dużą firmą informatyczną z Irlandii, która chętnie "kupiła" całą trójkę.
Kiedy opowiedziałem tę historię mojemu koledze z branży energetycznej, usłyszałem podobną opowieść. Jedna z firm projektowych podpisała kontakt, w ramach którego wysłała do Skandynawii grupę pracowników. Była to umowa związana z nadzorem nad wykonaniem dużego kontraktu. Zadanie składało się z kilku etapów. Pierwszy z nich trwał 6 miesięcy. Po trzech miesiącach przyjechał do Polski kierownik ekipy i przywiózł wypowiedzenia. Poinformował, że jego ludzie dokończą zadanie - tak aby firma mogła zafakturować I etap prac. A później? Wykonawca musi poszukać sobie innych pracowników.
Teraz dopowiem zakończenie pierwszej historii - informatycznej. Przedsiębiorstwo, które zostało z projektem CRM ukończonym w 80-90 proc., postanowiło wynająć małą firmę informatyczną, której celem miało być jego "zamknięcie". Po miesiącu zgłosił się właściciel tej firmy z wiadomością, że nie ma "kim robić".