General Motors nie dał się namówić do współpracy, także Ford odrzuca wszelkie sugestie. Jednak Carlos Ghosn, szef motoryzacyjnego tandemu Renault/Nissan, wciąż rozgląda się za partnerem za Atlantykiem. - Jesteśmy zainteresowani? Tak. Spieszy się nam? Nie - odpowiedział Ghosn na pytanie o współpracę z jedną z amerykańskich firm, dodając, że w odpowiednim czasie sam może wyjść z inicjatywą.

Dyrektorowi generalnemu Renaulta i Nissana zależy na znalezieniu poważnego sojusznika na największym rynku motoryzacyjnym, ponieważ pozwoliłoby mu to zmniejszyć koszty produkcji i zakupu surowców. Zarząd GM, inspirowany do współpracy z francusko-japońskim tandemem przez swojego największego indywidualnego udziałowca Kirka Kerkoriana, godził się na nią, ale pod warunkiem zapłaty. Negocjacje z Ghosnem się rozpadły.

W grę wchodziłby również sojusz z drugim w USA producentem aut, czyli Fordem. Zarówno GM, jak i Ford tracą udziały w krajowym rynku, wypierani przez producentów azjatyckich. Ford, zmuszony do zamknięcia części fabryk, zanotował w minionym kwartale aż 5,8 mld USD strat. Jednak Bill Ford, szef rady nadzorczej koncernu, nie chce słyszeć o sojuszach. - Najlepszym partnerem jesteśmy sami dla siebie - powiedział w Pekinie.

Carlos Ghosn, uważany za panaceum na wszelkie problemy w branży motoryzacyjnej (uratował Nissana od bankructwa i zapewnił firmie pasmo rekordowych zysków), żałuje, że nie udało mu się dograć aliansu z GM. - Oszczędności byłyby ogromne. Sojusz znacznie zmieniłby kapitalizację każdej ze spółek - powiedział agencji Bloomberga. Wykluczył, że może kooperować z jakąś inną firmą z Europy lub z Azji. - Jeśli poszerzymy alians, będzie to partner z Ameryki Północnej i nikt inny - podkreślił.

Bloomberg