Na wykresie tygodniowym pojawiła się druga konsolidacyjna świeca. Można by rzec - nic nowego - to typowy układ, często widywany po przebiciu ważnego oporu. U progu nowego tygodnia gracze zapytywali się więc, czy jest powód do niepokoju? Wydaje się, iż jest. Pomimo sprzyjających warunków stwarzanych przez oscylatory rynek przez 2 tygodnie nie miał siły przebić się poprzez opór w rejonie 3225-3240 pkt i kontynuować ruchu po opuszczeniu diamentu. Być może zatem wcale nie mamy do czynienia z diamentem, lecz zwykłym trendem bocznym zawartym z grubsza pomiędzy 2900-3200 pkt?

Na potwierdzenie powyższej tezy w piątek dały o sobie znać negatywne dywergencje na dziennych RSI oraz Ultimate. Mimo że wiele wskazywało na powrót byka na parkiet, zamiast ocieplenia indeks przymknął czwartkową lukę hossy, minimalizując szanse na rychły atak na lipcowe szczyty. Los luki podzieliły pozytywne sygnały płynące ze strony oscylatorów szybkich. Popyt znalazł się wobec tego pod silną presją i podczas poniedziałkowej sesji zachodziło spore prawdopodobieństwo, iż kontynuowany może być ruch powrotny do przełamanej linii 5-miesięcznego trendu spadkowego. Otwarcie z poranną luką bessy sprawiło, że w trakcie notowań raz po raz do głosu dochodziły wątpliwości, czy rzeczywiście jest to tylko ruch powrotny czy też coś więcej. Dodatkowego smaczku całej sytuacji dodawał fakt, iż w układzie godzinowym realizowała się formacja RGR.

Najlepszym wyznacznikiem charakteru tej zniżki było jednak psychologiczne, ale również techniczne wsparcie w rejonie konsolidacji sprzed 2 tygodni. Zostało ono przetestowane już na początku sesji. Obroniło się, w związku z czym byki nie do końca pogrzebały jeszcze szanse na zanegowanie wybicia z formacji RGR. Niskie obroty to również argument za kontynuacją walki na wsparciu. Trzeba mieć jednak świadomość, że może ona ograniczyć się do jeszcze jednej próby powrotu ponad 3125 pkt. W razie ewentualnego niepowodzenia i załamania średnioterminowego scenariusza wzrostowego, podaż mogłaby wówczas uderzyć ze zdwojoną siłą.