Przybywa banków, które udzielają kredytów walutowych nie dzięki "przewalutowanym" depozytom własnych klientów, ale pożyczając dewizy bezpośrednio w zagranicznych instytucjach finansowych. Najczęściej są to zresztą spółki matki.
Seria pożyczek
Na pożyczkę o wartości pół miliarda franków szwajcarskich (wybór tej waluty jest nieprzypadkowy: największą popularnością wśród klientów, szczególnie tych, którzy pożyczają na mieszkanie, cieszy się właśnie frank) zdecydował się niedawno BRE Bank. Pieniądze pochodzą od niemieckiego Commerzbanku. Dla BRE nie była to pierwsza taka pożyczka. W lipcu i sierpniu zaciągnął u swojego inwestora strategicznego dwa kredyty po 250 mln franków. W efekcie BRE ma do dyspozycji miliard franków (czyli ok. 2,4 mld zł).
Zamiar zaciągnięcia kredytu o wartości minimum 250 mln franków ogłosił też niedawno Bank Millennium. Prawdopodobnie i on uzyska pieniądze od zagranicznego właściciela. Jako pierwszy - pół roku temu - pożyczkę we frankach zaciągnął Bank Ochrony Środowiska. W jego przypadku było to 80 mln franków uzyskane w konsorcjum siedmiu banków (BOŚ nie mógł skorzystać z zasobów inwestora strategicznego, bo właśnie żegnał się ze szwedzkim bankiem SEB, który przez kilka lat spełniał taką rolę).
Droższe od swapów?