Na zachodnioeuropejskich giełdach od rana przeważały wczoraj spadki, ale indeksy na dobre zaczęły dołować dopiero po południu. Od minusów rozpoczął się też handel na Wall Street.
Indeksy na południe posłał amerykański Departament Handlu, publikując niekorzystne dane o wydajności amerykańskich pracowników, a także szef Europejskiego Banku Centralnego, który zasygnalizował na grudzień kolejną podwyżkę stóp procentowych.
W USA w III kwartale nastąpiła stagnacja, jeśli chodzi o wydajność pracowników (w II kw. notowano wzrost o 1,2 proc.), natomiast równocześnie koszty pracy zwiększyły się o 3,8 proc. Oznacza to, że chcąc poprawić wyniki finansowe, firmy prawdopodobnie będą zmuszone podnosić
ceny. Spowodowane tym przyspieszenie inflacji nie pozwoli natomiast Rezerwie Federalnej obniżyć stóp procentowych, na co bardzo liczyli inwestorzy. Również w Europie nie ma szans na tańszy kredyt - wczoraj EBC zostawił stopy bez zmian, ale prezes Jean-Claude Trichet dał jasno do zrozumienia, że podniesie je za miesiąc.
Wczoraj paneuropejski indeks DJ Stoxx 600 tracił ok. 0,5 proc., a wskaźniki w Niemczech i Francji spadły po ok. 1 proc. Kilka dużych firm rozczarowało graczy wynikami finansowymi. Wśród nich m.in. BMW, którego starsze modele aut tracą rynek na rzecz pojazdów Mercedesa, oraz koncern chemiczny BASF, który został zmuszony do redukcji zatrudnienia. Akcje obu niemieckich spółek spadły po ok. 1 proc.