Jechałem do pracy swoim ukochanym sześcioletnim renault laguną. Jechałem szybko nawet na własne ryzyko. Na rondzie dodałem gazu, chociaż widziałem, że z przeciwnej strony zbliża się luksusowy samochód terenowy. Szybko spojrzałem na kierowcę i wywnioskowałem, że człowiek w takim nowiutkim samochodzie na pewno wolałby się zatrzymać, niż nawet trochę zarysować swój samochód. Jednak pisk opon i odgłos uderzenia świadczyły o mojej przegranej. Wyszedłem z auta, aby popatrzeć, co się stało. Lekkie stłuczenie karoserii mojej ukochanej laguny i kompletnie żadnego śladu na samochodzie mojego przeciwnika.
- K.... wa, czy musiałeś się tutaj wpierdzielić?
- Proszę pana, krzyk nic nie zmieni, to się już stało. A co się stało? Nic.
- Ty sukinsynu, teraz będziesz mnie pouczać?
- Absolutnie nie. Przyznaję się do winy. Zaparkujmy trochę dalej. Załatwimy to.