Wczorajsza sesja jest kolejną, na której wizja, tylko wizja (zagraniczny kapitał do zeszłego tygodnia omijał nasz parkiet) trwalszego powrotu zagranicznych funduszy inwestycyjnych na rynki emerging markets pomagała polskim indeksom, z wyraźnym wskazaniem na największe spółki. Sporym uproszczeniem byłoby jednak sprowadzanie wszystkiego do zachowania PKO BP, na którym wszystkożerne i wygłodniałe rodzime fundusze bez problemu wchłonęły podaż od pracowników, demonstrując przy tym swoją siłę.

Zaproszeniem dla zagranicznych inwestorów stają się odzyskujące siłę pozostałe rynki regionu i nie mowa tutaj tylko o indeksach, ale też o lokalnych walutach, co z punktu widzenia globalnych funduszy często stanowi czynnik znacznie ważniejszy od kondycji rynku akcji. Z poszczególnych giełdowych parkietów na specjalne wyróżnienie w tym gronie zasługuje według mnie rynek w Brazylii i Argentynie, gdyż ten pierwszy od zeszłego poniedziałku w tydzień zyskał ponad 6 proc., a argentyński Merval od 11 listopada do wczoraj zyskiwał prawie 14 proc. Często z wyprzedzeniem płynęły stamtąd wskazówki co do pozostałych parkietów, choć jak wspomniałem na początku, sam dobry nastrój nie wystarczy i potrzebne jest skierowanie strumienia gotówki także na europejskie rynki wschodzące. Dzisiaj zachęcał do tego wiceprezes Pioneer Investment Management John Carey, który oczekuje napływu środków od inwestorów z USA. Według niego, perspektywy tych rynków "są wystarczająco bezpieczne". 

Podsumowując samą wtorkową sesję należy oczywiście pisać o ogromnych obrotach (1,58 mld zł przy obrotach PKO BP 462 mln zł) potwierdzających ten wzrost i byki z tej bitwy wychodzą zwycięsko. Patrząc nieco szerzej na rynek należy ostrzegać przed nawisem podaży, jaki popyt ciągnący indeks WIG20 napotka pod majowymi szczytami. Na wczorajszej sesji do tych poziomów brakowało już niecałe 100 pkt. a przypomnijmy, że polski parkiet jest jednym z nielicznych atakujących majowe szczyty hossy. Bynajmniej o porażce testu tego poziomu to nie przesądza, ale wspierać go muszą nie tylko światowe, ale także lokalne czynniki, a takimi w najbliższym czasie mogą być tylko wyniki PKN i Lotosu, czyli coś, czego inwestorzy na wtorkowej sesji tak mocno

się obawiali (najsłabiej zachowujące się spółki), straszeni dodatkowo obniżoną rekomendacją JP

Morgan.