Wczoraj cały giełdowy świat czekał, jak Wall Street zareaguje na wstępne wyniki wyborów do Kongresu w USA. Od układu sił na Kapitolu mocno zależy bowiem kurs amerykańskiej polityki gospodarczej w dwóch najbliższych latach, a więc także kondycja całej giełdy, poszczególnych branż i spółek. Po trzech dniach wyraźnych wzrostów, Dow Jones i inne wskaźniki na otwarciu spadły o ok. 0,4 proc. Inwestorzy nie przestraszyli się zwycięstwa demokratów w wyścigu do Izby Reprezentantów, bo na to wskazywały wszystkie przedwyborcze sondaże. Trochę niepokoju mogła natomiast zasiać perspektywa objęcia przez nich większości również w Senacie.
Amerykańscy inwestorzy skupili się na branżach, którym może zaszkodzić lub pomóc fakt sprawowania władzy ustawodawczej przez Partię Demokratyczną. Dlatego taniały akcje firm farmaceutycznych i świadczących opiekę medyczną. Demokraci mogą wzmóc naciski, żeby obniżyły one ceny leków i swoich usług. Akcje koncernów Pfizer i Merck spadły po blisko 3 proc. Z drugiej strony mocno w górę poszły akcje spółek zajmujących się badaniami nad komórkami macierzystymi, bo demokraci zapowiadali zwiększenie nakładów na takie badania. Akcje StemCells i Advanced Cell Technology rosły nawet po 10 proc.
W Europie, gdzie wyczuwano, jak może otworzyć się sesja na Wall Street, także od rana indeksy traciły. Solidarnie z amerykańskimi staniały akcje koncernów farmaceutycznych - takich jak AstraZeneca czy GlaxoSmithKline. Z powodu słabszych od oczekiwań wyników finansowych ok. 2 proc. straciły papiery koncernu ubezpieczeniowego AXA. Inwestorów rozczarował też koncern aeronautyczny EADS, który z powodu opóźnień w produkcji Airbusa A380 zanotował w minionym kwartale pierwsze od trzech lat straty. Przecena sięgała ponad 3 proc.
Przed głębszą zniżką akcji na świecie uratował wczoraj inwestorów prawie 2-proc. wzrost cen ropy naftowej. W efekcie podrożały akcje koncernów naftowych, choć jest to jedna z branż, której najbardziej mogą zaszkodzić rządy demokratów w USA.