Dwa czynniki: przekonanie, że kartel OPEC nie dotrzyma jednak planów obniżenia wydobycia o 1,2 mln baryłek dziennie oraz wysokie temperatury, jak na tź porź roku w USA sprawiły, że notowania ropy naftowej zapikowały w piątek do 17-miesięcznego minimum. Za baryłkę surowca z dostawą w grudniu na nowojorskiej giełdzie NYMEX płacono po 54,86 dolara, o 2,5 proc. mniej niż w czwartek. Cena spadła poniżej 55 dolarów po raz pierwszy od czerwca zeszłego roku. Od lipcowego rekordu, wynoszącego 78,4 USD, notowania ropy osunęły się już prawie o 30 proc.

Według analityków paliwowych, 11 państw skupionych w OPEC wydobywa wciąż więcej ropy, niż wynikałoby z uzgodnień z końca poprzedniego miesiąca. Wskazuje na to np. stały wzrost zapasów ropy. W magazynach w USA, które są największym konsumentem energii na świecie, przybyło w minionym tygodniu

1,2 mln baryłek surowca. Jest go teraz 336 mln baryłek, o 12 proc. więcej niż średnio w ostatnich pięciu

latach - wynika z ogłoszonych w środę danych Departamentu Energii.

Ponadto ropy nie wysysają rafinerie, żeby przerabiać ją na olej opałowy. Ciepłownie nie potrzebują paliwa, bo w Stanach jest ciepło. Najnowsze prognozy też są korzystne - według amerykańskiego Centrum Prognoz Klimatycznych, w północnej części USA wyższe od średnich temperatury utrzymają się aż do lutego. Analitycy szacują, że zużycie oleju grzewczego w stanach północnego-wschodu, który to region odpowiada za 80 proc. konsumpcji tego paliwa w całych USA, będzie w najbliższych dniach o 12 proc. mniejsze niż w ostatnich latach.