Druga grupa, obecnie liczniejsza, jest zdania, że podwyżka stóp procentowych w tej chwili byłaby zbytnią ostrożnością, posunięciem niepotrzebnym, skoro na razie nic niepokojącego się nie dzieje. Nie widzą oni aż takiego zagrożenia, a ostatnia publikacja inflacji może ich jeszcze w tym przekonaniu upewnić. Ich zdaniem, ostatnia projekcja inflacyjna była zbyt pesymistyczna, a obecna sytuacja nie jest taka zła. Owszem, istnieje ryzyko napięć inflacyjnych związanych z płacami, ale na razie ich nie ma, a przedsiębiorcy jakoś dają sobie radę bez podnoszenia cen. O ile można było przypuszczać, że wyższa od prognoz inflacja może zbliżyć nas do podwyżki stóp, o tyle fakt, że inflacja okazała się niższa od prognoz, sprawi, że "gołębia" część rady będzie nadal miała większość, a tym samym widmo podwyżki stóp nie jest w tej chwili zbyt wielkie.
Aż tak tragicznie nie jest, ale...
Także w USA tematem tego tygodnia była inflacja, ale nie był to temat przewodni. Na pierwszy plan ponownie powróciła sprawa sytuacji na rynku nieruchomości. Jak ważny jest to czynnik, wiemy po ostatniej publikacji wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB w III kwartale. Fakt osłabienia na rynku nieruchomości sprawił, że dynamika PKB była niższa o ponad 1 proc. Zatem wszyscy mają oczy zwrócone na dane dotyczące tego segmentu gospodarki. Kilka tygodni temu swoje zdanie na ten temat wypowiedział Alan Greenspan, sugerując, że jest możliwe, iż dołek tego osłabienia jest już za nami. Jednym z czynników, które miały o tym decydować, był skok liczby udzielanych kredytów hipotecznych. Greenspan szczególną uwagź zwrócił na nowe kredyty finansujące nieruchomości. Jego zdaniem, to właśnie tu należy szukać oznak poprawy.
Wykres 1 przedstawia tygodniowe wartości indeksu publikowanego przez Związek Banków Hipotecznych, skupiający instytucje udzielające około połowy wszystkich kredytów hipotecznych w USA. Indeks budowany jest na wartościach tygodniowej liczby złożonych wniosków o kredyt hipoteczny. Składa się z dwóch subindeksów: zmian liczby zaciągniętych nowych kredytów hipotecznych oraz zmian liczby kredytów hipotecznych, które mają za zadanie refinansować już wcześniej zaciągnięte zobowiązanie. Na wykresie wyraźnie widać, że indeks w ostatnich tygodniach zaczął ponownie rosnąć po wcześniejszym spadku. Można wnioskować, że rośnie liczba kredytów, co byłoby dobrą wiadomością. Byłoby, gdyż analizując zmiany obu subindeksów, wyraźnie widać, że wzrost indeksu głównego wynika jedynie ze wzrostu liczby wniosków o refinansowanie już istniejących kredytów. Subindeks nowych kredytów nie wzrasta. Owszem, przestał spadać, ale to chyba jeszcze za wcześnie, by obwieszczać, że kryzys został zażegnany.
W tym kontekście ciekawie wyglądają opublikowane w piątek dane o dynamice wydanych pozwoleń na budowę oraz zmian liczby już rozpoczętych budów. W obu wypadkach wprawdzie oczekiwano spadku, ale skala pogorszenia się tych wielkości przekroczyła znacznie prognozy rynkowe. Liczba rozpoczętych budów spadła o 14,6 proc., i był to najniższy poziom od lipca 2000 r. Liczba wydanych pozwoleń na budowę spadła o ponad 6 proc., do najniższego poziomu od grudnia 1997 r. W komentarzach do tych danych podkreśla się, że nie są one aż tak tragiczne, gdyż liczba wydanych pozwoleń przekracza liczbę rozpoczętych budów. Jest to odbierane jako przesłanka do tezy, że pomimo osłabienia na rynku i spadku cen nadal jest spora aktywność w budownictwie i nie ma przesłanek, by mówić o krachu czy przebiciu balonu. Rynki akcji za oceanem zdają się trzymać tej tezy, co zaowocowało kolejną sesją wzrostu i kolejnymi rekordami kilku indeksów na koniec tygodnia. Nasz rynek w tym trendzie nie uczestniczy. Można się zastanawiać, co się będzie działo u nas, gdyby doszło do spadków w USA. Czy także będziemy nieczuli na zachowanie się tamtejszych indeksów? Wątpię.
Trochę techniki