Reklama

Amerykański optymizm omija nasz rynek

Radość w USA z powodu kolejnych rekordów średniej przemysłowej nie udziela się naszym inwestorom

Publikacja: 20.11.2006 09:56

Ubiegły tydzień przyniósł kilka ciekawych informacji ze sfery makro, które mogą okazać się znaczące dla oceny sytuacji gospodarczej Polski i USA. Z punktu widzenia zmian cen na rynku ostatni ich spadek sprawił, że rynek znalazł się ponownie na rozdrożu i można przypuszczać, że najbliższe sesje zadecydują o przebiegu notowań w perspektywie przynajmniej kilku tygodni, jeśli nie miesięcy.

Dyskusja w sprawie stóp

W przypadku naszego kraju główną wiadomością tygodnia była wartość październikowej inflacji. Miłe zaskoczenie nie zmieniło tego, że nadal trwa dyskusja na temat konieczności, lub jej braku, jak najszybszej podwyżki stóp procentowych. Przypomnijmy, że oczekiwano wzrostu cen o 1,3 proc. w porównaniu z październikiem ubiegłego roku. Okazało się, że dynamika cen była niższa i wyniosła 1,2 proc. Duża w tym zasługa cen paliw.

Taki odczyt nie zmienił nastawienia części członków Rady Polityki Pieniężnej z szefem NBP na czele, optujących za tym, by idąc m.in. za prognozami ostatniej projekcji inflacyjnej, podnieść stopy procentowe. Wychodzą oni z założenia, że gospodarka rozwija się na tyle szybko, że może mieć to negatywne konsekwencje dla procesów inflacyjnych. Dostrzegają problem wzrostu płac realnych, który może być jednym z głównych czynników sprzyjających wzrostowi cen. Chodzi tu zarówno o stronę popytową, jak też fakt, że płace są dla przedsiębiorców kosztem, który rosnąc, będzie wpływał na zmniejszenie ich zysków. Mogą się przed tym bronić, podnosząc ceny własnych produktów. Zwolennicy podwyżki wychodzą z założenia, że należy dmuchać na zimne i podjąć działania, jeszcze zanim pojawi się problem. Posunięcie to ma mieć charakter prewencyjny i zapobiec problemom.

Zbyt wielki pesymizm

Reklama
Reklama

Druga grupa, obecnie liczniejsza, jest zdania, że podwyżka stóp procentowych w tej chwili byłaby zbytnią ostrożnością, posunięciem niepotrzebnym, skoro na razie nic niepokojącego się nie dzieje. Nie widzą oni aż takiego zagrożenia, a ostatnia publikacja inflacji może ich jeszcze w tym przekonaniu upewnić. Ich zdaniem, ostatnia projekcja inflacyjna była zbyt pesymistyczna, a obecna sytuacja nie jest taka zła. Owszem, istnieje ryzyko napięć inflacyjnych związanych z płacami, ale na razie ich nie ma, a przedsiębiorcy jakoś dają sobie radę bez podnoszenia cen. O ile można było przypuszczać, że wyższa od prognoz inflacja może zbliżyć nas do podwyżki stóp, o tyle fakt, że inflacja okazała się niższa od prognoz, sprawi, że "gołębia" część rady będzie nadal miała większość, a tym samym widmo podwyżki stóp nie jest w tej chwili zbyt wielkie.

Aż tak tragicznie nie jest, ale...

Także w USA tematem tego tygodnia była inflacja, ale nie był to temat przewodni. Na pierwszy plan ponownie powróciła sprawa sytuacji na rynku nieruchomości. Jak ważny jest to czynnik, wiemy po ostatniej publikacji wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB w III kwartale. Fakt osłabienia na rynku nieruchomości sprawił, że dynamika PKB była niższa o ponad 1 proc. Zatem wszyscy mają oczy zwrócone na dane dotyczące tego segmentu gospodarki. Kilka tygodni temu swoje zdanie na ten temat wypowiedział Alan Greenspan, sugerując, że jest możliwe, iż dołek tego osłabienia jest już za nami. Jednym z czynników, które miały o tym decydować, był skok liczby udzielanych kredytów hipotecznych. Greenspan szczególną uwagź zwrócił na nowe kredyty finansujące nieruchomości. Jego zdaniem, to właśnie tu należy szukać oznak poprawy.

Wykres 1 przedstawia tygodniowe wartości indeksu publikowanego przez Związek Banków Hipotecznych, skupiający instytucje udzielające około połowy wszystkich kredytów hipotecznych w USA. Indeks budowany jest na wartościach tygodniowej liczby złożonych wniosków o kredyt hipoteczny. Składa się z dwóch subindeksów: zmian liczby zaciągniętych nowych kredytów hipotecznych oraz zmian liczby kredytów hipotecznych, które mają za zadanie refinansować już wcześniej zaciągnięte zobowiązanie. Na wykresie wyraźnie widać, że indeks w ostatnich tygodniach zaczął ponownie rosnąć po wcześniejszym spadku. Można wnioskować, że rośnie liczba kredytów, co byłoby dobrą wiadomością. Byłoby, gdyż analizując zmiany obu subindeksów, wyraźnie widać, że wzrost indeksu głównego wynika jedynie ze wzrostu liczby wniosków o refinansowanie już istniejących kredytów. Subindeks nowych kredytów nie wzrasta. Owszem, przestał spadać, ale to chyba jeszcze za wcześnie, by obwieszczać, że kryzys został zażegnany.

W tym kontekście ciekawie wyglądają opublikowane w piątek dane o dynamice wydanych pozwoleń na budowę oraz zmian liczby już rozpoczętych budów. W obu wypadkach wprawdzie oczekiwano spadku, ale skala pogorszenia się tych wielkości przekroczyła znacznie prognozy rynkowe. Liczba rozpoczętych budów spadła o 14,6 proc., i był to najniższy poziom od lipca 2000 r. Liczba wydanych pozwoleń na budowę spadła o ponad 6 proc., do najniższego poziomu od grudnia 1997 r. W komentarzach do tych danych podkreśla się, że nie są one aż tak tragiczne, gdyż liczba wydanych pozwoleń przekracza liczbę rozpoczętych budów. Jest to odbierane jako przesłanka do tezy, że pomimo osłabienia na rynku i spadku cen nadal jest spora aktywność w budownictwie i nie ma przesłanek, by mówić o krachu czy przebiciu balonu. Rynki akcji za oceanem zdają się trzymać tej tezy, co zaowocowało kolejną sesją wzrostu i kolejnymi rekordami kilku indeksów na koniec tygodnia. Nasz rynek w tym trendzie nie uczestniczy. Można się zastanawiać, co się będzie działo u nas, gdyby doszło do spadków w USA. Czy także będziemy nieczuli na zachowanie się tamtejszych indeksów? Wątpię.

Trochę techniki

Reklama
Reklama

Przewaga podaży na naszym rynku w ubiegłym tygodniu zdecydowanie skomplikowała życie posiadaczom długich pozycji. Nie chodzi tu tylko o sam fakt poniesionych strat, ale także spowodowanie, że rynek znajduje się w miejscu, gdzie nieco głębszy spadek może skutkować zanikiem podstaw do utrzymywania,

że mamy trend wzrostowy. W długim terminie od wielu miesięcy stoimy w miejscu. Nie udało się zaatakować majowego szczytu i teraz wśród inwestorów zaczyna przeważać pesymizm (ujemna baza na koniec piątkowych notowań). Jest on jeszcze przedwczesny, gdyż nie został po-

konany najbliższy poziom wsparcia, jakim jest dołek z początku listopada. Ubiegły tydzień zakończyliśmy tuż nad tym poziomem

(wykres 2). Zejście niżej uprawdopodobni dalszą przecenę aż do wsparcia w okolicy dołków z lata br. (wykres 3). W tej chwili jednak wsparcie jeszcze nie zos-tało pokonane i można liczyć, że popyt będzie chciał się bronić. Przełamanie wsparcia nie jest przesądzone.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama