Do momentu rozpoczęcia notowań w USA mieliśmy jedną z najspokojniejszych ostatnio sesji na GPW. Na niecałe pół godziny przed końcem notowań różnica między sesyjnym maksimum, na minimum na kontraktach wynosiła zaledwie 27 pkt, czyli mniej niż nawet w czasie ostatniej czwartkowej sesji, podczas której pozbawieni byliśmy zleceń od świętujących amerykańskich inwestorów. Tę rozpiętość zwiększył dopiero ostatni kwadrans, po części wywołany spekulacyjnymi zleceniami na rynku terminowym, po części arbitrażem, a po części publikacją amerykańskich danych makro. Zawsze sugeruję, by ignorować takie niepoparte obrotem ruchy.
Prawdziwe oblicze sesji widzieliśmy przez sześć pierwszych godzin notowań, które zdeterminowane były przez przecenę amerykańskich indeksów. GPW na tym tle też wypadła bardzo dobrze, choć liderem nie byliśmy. Rosyjski RTS krążył wokół poniedziałkowego zamknięcia. Na drugim biegunie był turecki ISE100, który stracił prawie 3 proc. Trochę trudno w obliczu kolejnego spadku polskich indeksów pisać o dobrej sesji i korzystnych perspektywach na kolejne dni. Ale trzeba wyraźnie podkreślić, że jeśli rynek byłby słaby, to taki impuls, jaki dały nam amerykańskie parkiety, przełożyłby się na mocną korektę. Na razie niedźwiedzie są w defensywie, a na atakowanie szczytów nie pozwala głównie zachowanie indeksów emerging markets, wciąż zbyt duży optymizm na GPW, oraz rynek surowców.
Ciekawostką sesji był półroczny raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju na temat perspektyw globalnego rozwoju ekonomicznego. Nas najbardziej powinny interesować prognozy
dla Polski, Czech, Węgier czy
Słowacji. Oczywiście, trudno tutaj o jakieś niespodzianki, ale dobrze zwracać uwagę na takie raporty, które powinny trafić na biurko