Przekroczenie przez WIG poziomu 50 tys. punktów jest przede wszystkim wydarzeniem medialnym i dobrym tematem na komentarz. Pamiętam zimę 1994 roku i zajęcia na kursie maklerskim, na którym wykładowca tłumaczył, że z teorii Elliota wynika, iż osiągniemy przynajmniej 40 tys. punktów. Postacią często cytowaną przez media, która słynęła z takich prognoz, był Zenon Komar, autor "Sztuki spekulacji".

WIG 40 tys. przekroczył dopiero w lutym tego roku. Teoretycznie można napisać, że prognozy po latach się sprawdziły, a wczorajszej wydarzenie jest tylko potwierdzeniem tezy, iż na akcjach w długim terminie zarabia się. Zwrócę uwagę tylko na dwa argumenty przeciwko wyciąganiu pochopnych wniosków. Po pierwsze, dzisiejszy WIG to zupełnie inny indeks niż ten z 1994 roku. Gdzie jest Universal, gdzie Wedel, jakie znaczenie ma dziś Żywiec? Po drugie i chyba najważniejsze - to, co wydarzyło się między szczytem z 1994 roku i teraźniejszością ma jednak pewne znacznie. Z osobistych doświadczeń - w trakcie jednej ze zmian trendów, która z długoterminowej perspektywy nie ma żadnego znaczenia, w ciągu dwóch dni zanotowałem tak znaczący spadek wartości portfela, że nie byłem w stanie przez miesiąc głębiej odetchnąć, a na rynek wróciłem po roku. I wcale nie chodziło o inwestycje na kontraktach, ale w "bezpieczne" akcje.

A wracając do wczorajszych rekordów - jeśli podstawą miały do nich być raporty z amerykańskiej gospodarki, to jest ona dość krucha. Wprawdzie rewizja danych dotyczących rocznego tempa wzrostu PKB Stanów

Zjednoczonych w III kwartale dość znacząco na plus odbiegała od oczekiwań (2,2 proc. wobec

1,8 proc.), ale głównie za sprawą wzrostu zapasów. W innego raportu dowiedzieliśmy się za to, że z tamtejszym rynkiem nieruchomości wciąż nie jest dobrze (roczna sprzedaż nowych domów spadła w październiku do 1004 tys., tymczasem miała osiągnąć 1050 tys.), a to właśnie ta część gospodarki uważana jest za wskaźnik wyprzedzający zmiany zachodzące w innych sektorach. Obligacje wcale nie straciły na wartości, choć teoretycznie powinny, natomiast ostro poszły w górę akcje.