liczyć, to reszta rynku jakby nie istniała. Jak w takich warunkach wierzyć we wzrost? Nie wierzono, co było wyraźnie widać po wartości bazy. Ta niemal do samego momentu publikacji danych makro w USA była bliska zera, co należało odebrać jako przejaw pesymizmu, a przynajmniej braku wiary w zwyżkę. Co ciekawe, właśnie ten brak wiary rynkowi pomagał. Owszem, wiary nie było, ale podaży także nie. Kursy rosły nawet mimo wątpliwości byków na rynku terminowym.
Punktem przełomowym była wspomniana już publikacja. O 14.30 pojawiły się zrewidowane dane o dynamice PKB USA w III kw. br. Okazało się, że była ona znacząco lepsza od tej obliczonej na bazie niepełnych informacji. Zamiast wzrostu o 1,6 proc., czy jak już podejrzewano 1,8 proc., PKB poprawił się o 2,2 proc. Zaskoczenie było duże, a zatem i reakcja spora. Kontrakty skoczyły w górę, ale gównie rozciągnęły bazę, bo tym razem kasowy ociągał się ze wzrostem. Niczym w znanym wierszu o żurawiu i czapli. Gdy jedno chce, to drugi nie. Słabość indeksu wynikała z przeceny, jaka dotknęła papiery TPS tuż przed publikacją danych z USA.
Z technicznego punktu widzenia na razie nic poważnego się nie wydarzyło. Kursy oddaliły się od poziomu wsparcia, co można uznać za sygnał potwierdzający przewagę popytu. Sesję zakończyliśmy w niezłych nastrojach, co pokazuje wartość bazy, która już nie jest bliska zera, choć nadal na tyle mała, że jeszcze nie przeszkadza w dalszym wzroście. Czy czas na atak na szczyt z listopada? Nie jest on wykluczony, choć pewnie sporo zwolenników ma scenariusz formacji głowy i ramion. Na to jednak jest jeszcze za wcześnie.