Pozytywnej tendencji na rynkach wschodzących sprzyja słabnący dolar, a ostatnio także odbicie cen niektórych surowców, przede wszystkim ropy naftowej. Można powiedzieć, że pod tym względem sytuacja stopniowo powraca do normy, tzn. do tego, do czego przyzwyczaiła inwestorów pierwsza połowa roku.
Opór w zasięgu ręki
Pokonanie majowego rekordu potwierdziłoby, że hossa na rynkach wschodzących trwa. Sytuacja wygląda podobnie jak w 2004 r. Co ciekawe, zbliżone jest nie tylko zachowanie indeksu MSCI, ale także czas, w jakim to się dzieje. W 2004 r. indeks pokonał poprzedni (kwietniowy) szczyt w listopadzie. Tym razem szczyt wypadł w maju, a jego pokonanie jest jak najbardziej realne już w tym miesiącu. Istotne jest to, że przed dwoma laty przebicie wspomnianego oporu zapowiadało kontynuację zwyżki jeszcze przez cztery kolejne miesiące. Szanse na powtórkę takiego pomyślnego scenariusza są tym większe, że przełom roku w poprzednich trzech latach niezawodnie przynosił zwyżkę na rynkach wschodzących. W ub.r. tradycyjny rajd św. Mikołaja pozwolił na wzrost indeksu MSCI w grudniu o 5,8 proc. Średnio w ostatnich trzech latach grudniowa zwyżka wyniosła 5,9 proc. Na razie nie widać szczególnych powodów, by i w tym roku nie miało być rajdu św. Mikołaja.
Do bańki daleko
Mimo że indeks MSCI znajduje się już niemal na tym samym poziomie co w maju, to jednak obecna sytuacja nie do końca jest porównywalna z ówczesnym niebywałym szturmem inwestorów na rynki wschodzące. Świadczy o tym chociażby poziom rocznej stopy zwrotu z indeksu. Obecnie przekracza ona ledwie 30 proc., podczas gdy w maju wspięła się powyżej 60 proc. Gdyby traktować tę stopę jako wskaźnik ostrzegający przed przegrzaniem rynku, to tym razem jego poziom jest zdecydowanie za niski, by można było mówić o rosnącej ponownie bańce spekulacyjnej. Innymi słowy, trend wzrostowy ma szansę się utrzymać.