w najbliższych tygodniach ?
Powyższym porównaniem absolutnie nie chodzi mi o straszenie spadkami i te
statystyki mają pokazać jedynie gdzie z punktu widzenia historycznych
prawidłowości znajduje się teraz WIG20. Jak wspomniałem wcześniej, nie można
patrzeć tylko na jeden miesiąc, bo często wnioski są mylące. Faktem jest, że
listopadowy wzrost jest dyskontowaniem przyszłości i to teraz nie służy
inwestorom chcącym podłączyć się pod ten pociąg na obecnych poziomach. Tyle
tylko, że ta przyszłość w najbliższych trzech miesiącach jest historycznie
najlepszym dla GPW okresem. Najwyższe stopy zwrotu w ostatnich 11 latach
WIG20 notował w grudniu (+4,7 proc.), styczniu (+5,9 proc.) i lutym (4,3
proc.). Jeśli mocno uprościć(!) rachunki i na podstawie tych średnich
policzyć jaką stopę zwrotu osiągnąłby inwestor trzymający akcje w trakcie
tych trzech miesięcy (nie uwzględniając żadnych dywidend), to byłoby to aż
15,7 proc. Dla zobrazowania jak duże to osiągnięcie podam, że średnia roczna
stopa zwrotu w tych 11 latach jest niewiele większa i wynosi 16,4 proc.
Można byłoby na tej podstawie powiedzieć, że najlepsze rozwiązanie to
inwestować w te trzy miesiące, potem kupić obligacje i robić dzieci, by
dopiero wraz z becikowym powrócić do inwestowania.
Problem w powyższym założeniu polega oczywiście na tym, że gch mieliśmy wzrost WIG20 np. w
1996 r. o 82 proc, a w 2001 r. spadek o 33 proc. Jednak prawidłowość
funkcjonowania takich sprzyjających rynkowi akcji okresów potwierdza się też
choćby w USA, gdzie nie trzeba ograniczać się do ostatnich 11 lat, ale
przeanalizować można znacznie dłuższy okres. Nie jest zapewne dla nikogo
zaskoczeniem, że analogicznie jak na GPW, najlepszy dla akcji okres (Dow
Jones od 1950 roku) występuje właśnie na przełomie roku. Jedyna różnica
polega na tym, że za oceanem rozpoczyna się on miesiąc wcześniej.
Wnioski jakie płyną z opisanych wyżej historycznych prawidłowości są takie,
że na tle modelowego przebiegu wartości indeksu WIG20 obliczonego na
podstawie średniej z tygodniowych zmian, w listopadzie rozpoczęło się już
dyskontowanie tzw. rajdu Św. Mikołaja i efektu stycznia. Przesadny jak na
listopad optymizm tym razem nie musi być jednak wcale ukarany, gdyż wraz z
grudniem rozpoczął się najkorzystniejszy dla akcji z WIG20 trzymiesięczny
okres. W jego trakcie WIG20 powinien przetestować szczyty hossy z 11 maja
tego roku (3347 pkt. w cenach zamknięcia). Natomiast każde wyjście wyżej, w
odniesieniu do historycznych prawideł, będzie już nadmiernym optymizmem.
Nie sposób po ostatnim tygodniu nie poruszyć tematu indeksu ISM w USA, o
którym słyszałem wiele komentarzy opartych bardziej na własnych oryginalnych
przekonaniach, niż na faktach. Sam przestrzegałem po październikowej
publikacji przed spadkiem indeksu poniżej granicznej bariery 50% WYKRES2.gif
, ale z prognozami recesji w USA, czy tym bardziej załamania na amerykańskim
rynku akcji, niewiele ma to wspólnego. Jeśli prześledzimy historię wskaźnika
z ostatnich kilkudziesięciu lat, to można wysnuć zupełnie odwrotne wnioski -
to bardzo wysokie notowania wskaźnika ISM zapowiadały przecenę akcji. O tyle
jest to zrozumiałe, że inwestorzy przy rozpędzonej gospodarce zdążą
zdyskontować wszystkie dobre wiadomości, a ochłodzenie koniunktury dopiero
przed nimi. Za to nawet bardzo niskie odczyty indeksu ISM (dawniej NAPM) nie
przeszkadzały we wzrostach indeksów. A dla skomplikowania sytuacji dochodzi
jeszcze fakt, że na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, w których
indeks ISM wyznaczył szczyty tak wysoko jak w końcówce 2003 roku, a
późniejszy spadek nie zatrzymał hossy na rynku akcji. Wytłumaczenia dla tej
odporności rynku akcji na spowolnienie w sektorze przemysłowym należy
upatrywać m.in. w bardzo dynamicznym osłabieniu dolara począwszy od 2002 r.,
co było kołem ratunkowym dla amerykańskiego eksportu. Od listopada temat
słabnącej amerykańskiej waluty znowu trafił na czołówki serwisów. Trzeba
jednak przy tym pamiętać, że reakcja amerykańskiego rynku akcji na indeks
ISM to tylko jedna strona medalu. Druga to wpływ spowolnienia amerykańskiej
gospodarki na ceny surowców, a co za tym idzie notowania cen akcji na
większości emerging markets.
Na koniec jeszcze parę słów o notowaniach polskiej waluty. Zależność między
notowaniami polskiej waluty, a koniunkturą na GPW jest tym większa, im
większe jest zaangażowanie, lub choćby tylko oczekiwania na takie
zaangażowanie, ze strony zagranicznych inwestorów. Dotyczy to głównie
największych spółek tworzących indeks WIG20, gdyż ze względu na płynność
zagraniczne fundusze tam lokują swoje aktywa. Każde trwalsze umocnienie
złotego zachęca zagranicę do zakupów na GPW, a osłabienie PLN przekłada się
na realizację zysków. Obecne rekordowe notowania PLN zwiększają ryzyko
korekty, ale dopóki PLN umacnia się, hossa może trwać. WYKRES3.gif
[email protected]