Ósme już z kolei spotkanie związków zawodowych z dyrekcją Poczty Polskiej zakończyło się fiaskiem. Związkowcy zdecydowali więc, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, o zorganizowaniu referendum strajkowego. Rozpoczyna się ono dziś i trwać będzie do końca tygodnia. Kierownictwo przedsiębiorstwa ma jeszcze szanse na zawieszenie głosowania w środę. Przedstawić ma wtedy pracownikom możliwości finansowe Poczty na 2007 r. Od tych właśnie wyliczeń firma uzależnia ewentualne wyższe podwyżki płac.

Jak powiedział nam późnym popołudniem Sławomir Redmer, przewodniczący Federacji NSZZ Pracowników Łączności w Polsce, kierownictwo PP nie przedstawiło żadnych nowych propozycji, związanych ze wzrostem wynagrodzeń. - Nie spodziewam się rewelacji - zaznaczył Redmer. W ubiegłym tygodniu pracodawca zaproponował wzrost płac o ok. 160 zł brutto. Miałby on dotyczyć 27 proc. najniżej zarabiających pracowników. Na ten cel PP przeznaczyłaby w przyszłym roku 190 mln zł.

Związkowcy chcą jednak znacznie więcej. Żądają wzrostu minimalnego wynagrodzenia do 1300 zł netto, a także 150 zł podwyżki dla wszystkich pracowników przedsiębiorstwa z wyjątkiem kadry zarządzającej. Miałyby one wejść w życie od 1 stycznia przyszłego roku.

Wczorajsze rozmowy otworzył wiceminister pracy Kazimierz Kuberski. Zaznaczył jednak, że nie ma zamiaru brać udziału w negocjacjach.

Strajki na Poczcie wybuchły w połowie listopada, głównie wśród listonoszy. Wkrótce dołączyli do nich pozostali pracownicy. Pod koniec miesiąca, gdy kierownictwo PP zgodziło się na spełnienie większości postulatów związkowców, pocztowcy wrócili do pracy. Oprócz płac, kwestią sporną jest amnestia dla protestujących.