Nie zmienia to faktu, że banki przedstawiły już swoje szacunki dotyczące wpływu rozwiązań zaproponowanych przez nadzór bankowy. Nadzór przedstawił trzy warianty tzw. ograniczeń ilościowych. Wszystkie dotyczą sposobu obliczania tzw. wymogów kapitałowych (mówią one o tym, jakie muszą być kapitały banku przy danej skali działania). Obliczenia zostały dokonane na podstawie danych przekazanych przez największych graczy na rynku kredytowania nieruchomości.
Według naszego rozmówcy, wymóg kapitałowy zwiększyłby się o nieco ponad miliard złotych, gdyby wprowadzono ograniczenia, a więc nie byłyby one bardzo dotkliwe dla banków. Ponadto w żadnym z banków współczynnik wypłacalności nie spadłby poniżej wymaganego przez nadzór minimum na poziomie 8 proc.
Rośnie dynamika złotowych
Bankowcy liczą na to, że ostatecznie nadzór nie zdecyduje się na wprowadzenie jakichkolwiek ograniczeń. Dlaczego? Bo sytuacja zmienia się na korzyść banków. Coraz wyraźniej widać, że klienci zaczynają doceniać kredyty złotowe, zmniejsza się natomiast popularność pożyczek w dewizach.
Dynamika wzrostu kredytów walutowych wciąż jeszcze jest większa niż złotowych, ale różnica stopniowo się zmniejsza. W pierwszych dziesięciu miesiącach br. wartość kredytów złotowych wzrosła o 6,7 mld zł, a walutowych - o 15,6 mld zł. Ale w październiku (to ostatni miesiąc, za który dostępne są zbiorcze dane) wartość pożyczek mieszkaniowych w złotych zwiększyła się o 1,4 mld zł, a walutowych o ok. 600 mln zł.
Efekt rekomendacji