Po tak mocnej sesji jak poniedziałkowa udany atak WIG20 na wiosenny rekord wydawał się najbardziej prawdopodobnym wariantem. Tak też się stało. Co prawda wątpliwości budzić mogła zarówno szerokość zwyżki (w gronie firm z indeksu WIG), jak i obroty (na kluczowych spółkach, czyli PKO BP i Pekao wolumen był wczoraj niższy niż w poniedziałek), ale z rynkiem się nie dyskutuje. Zresztą podobnie optymistyczne nastroje utrzymują się za oceanem, gdzie wciąż żadne słabsze od spodziewanych informacje nie są w stanie zmącić dobrej atmosfery. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że wzrost zamówień na dobra trwałego użytku wyniósł w październiku jedynie 0,6 proc. (najmniej od trzech lat), a produktywność pracy w III kwartale podniosła się o zaledwie 1,4 proc. (najmniej od ponad 9 lat). Wymowę tych informacji złagodziły lepsze doniesienia z sektora usług. To jednak nie zmieniało faktu, że bilans czynników był negatywny. Inwestorzy się tym nie przejęli.
Taka sytuacja na świecie bez wątpienia ośmiela kupujących na naszym parkiecie. Jednocześnie jednak uzasadnione stają się podejrzenia, że w zwyżce coraz mniej jest fundamentów, a coraz więcej spekulacji. Ta uwaga najbardziej odnosi się do segmentu małych i średnich firm. Różnica między wzrostem MIDWIG w ostatnich 12 miesiącach a historyczną średnią 12-miesięcznej zmiany tego indeksu przekroczyła ostatnio 70 pkt proc. W przeszłości większa była jedynie na wiosnę 2004 r. Podobnie jest z WIRR-em, gdzie taka dysproporcja sięga ponad 130 pkt proc. W tym kontekście różnica mniejsza od 20 pkt proc. w przypadku WIG20 zupełnie nie razi, a nawet biorąc pod uwagę trwającą hossę, jest zrozumiała (w czasie hossy stopy zwrotu są ponadprzeciętne).
Jednocześnie coraz trudniej znaleźć atrakcyjnie wycenione spółki. Dla 40 firm ze względu na ujemny zysk na akcję nie można obecnie policzyć wskaźnika cena/zysk, dla dalszych 45 jest on większy od 50. Jedynie dla 61 (23 proc.) spółek mieści się w przedziale 10-20, który z fundamentalnego punktu widzenia wydaje się najbardziej interesujący do poszukiwania celów inwestycyjnych. W tej sytuacji nie dziwi, że MIDWIG przestał być liderem zwyżki.