Po zeszłotygodniowej wyraźnej zwyżce notowań, w tym tygodniu ceny ropy naftowej utrzymują się na stałym poziomie. Wczoraj za baryłkę gatunku Brent z dostawą za trzy miesiące płacono w Londynie 63,26 USD, o kilka centów mniej niż we wtorek.
Na ceny nie wpłynął wczorajszy raport o zapasach ropy w Stanach Zjednoczonych. Spadły one w poprzednim tygodniu o ponad milion, do 339,7 mln baryłek, choć analitycy oczekiwali wzrostu o pół miliona baryłek surowca. Trochę mniej od prognoz spadły zapasy destylatów ropy.
W zeszłym tygodniu ropa, notowana w dolarach, drożała na skutek osłabiania się amerykańskiej waluty (stała się bowiem tańsza dla inwestorów operujących, np. w euro), a także w wyniku pogorszenia pogody w USA. Teraz sytuacja się zmieniła - meteorolodzy oczekują, że w zdecydowanej większości stanów w ciągu najbliższych dni temperatury będą wyższe od średnich. To powinno zmniejszyć zużycie paliw grzewczych, więc także samej ropy.
Inwestorzy z rynku ropy przygotowują się do spotkania przedstawicieli OPEC, do którego dojdzie już za tydzień w nigeryjskiej stolicy Abudży. Według wyliczeń analityków, dotąd kartel zrealizował tylko połowę z zapowiedzianych pod koniec października redukcji wydobycia o 1,2 mln baryłek na dobę. Tamte cięcia miały przyczynić się do zatrzymania gwałtownego spadku cen surowca, obserwowanego w sierpniu i wrześniu. To się udało. Ostateczna ocena należy jednak do ministrów ds. ropy z krajów OPEC. Wciąż spekuluje się, że poprzednio zapowiedziane redukcje wydobycia są gotowi podwyższyć jeszcze o 300 tys. baryłek dziennie.