Reklama

Czy nas zechcą?

Niechętnych wejściu do strefy euro ekonomistów też mamy, ale raczej w mniejszości

Publikacja: 08.12.2006 08:01

Euro. Temat rzeka, szczególnie ostatnio. Nasiliły się bowiem głosy tych, którzy tak nie do końca wiedzą, czy chcą przyjąć wspólną walutę. A jeśli chcą, to może niekoniecznie jak najszybciej. Co jednak najciekawsze, najostrzejszy podział występuje wśród polityków, głównie radykalnie prawicowych, którzy mówią o utracie suwerenności przez Polskę. Wejście do Unii także miało nas jej pozbawić, ale jakoś niezadowolonych nie widać. Oczywiście, niechętnych wejściu do strefy euro ekonomistów też mamy, ale raczej w mniejszości. W każdym razie jeśli wypowiadają się głośno, to stosunkowo rzadko.

Czy sama strefa euro okaże się sukcesem, czas pokaże. Wielu ekonomistów, ze zmarłym niedawno Miltonem Friedmanem na czele, sceptycznie podchodziło do koncepcji wspólnej waluty. Ale, o czym zresztą Friedman w jednym z wywiadów mówił, nie oznacza to, że kraje typu Polska czy Czechy nie powinny euro przyjmować. To zupełnie inna sprawa. Na razie nasze gospodarki wciąż są daleko w tyle w stosunku do Niemiec czy Francji. Jeśli strefa euro przetrwa jeszcze na przykład dwadzieścia lat, a my w niej będziemy piętnaście, to te piętnaście mogą być odczuwalnie lepsze w strefie niż poza nią.

W przypadku Polski tematu wchodzić czy nie w ogóle nie powinno być. Przy czym nie mam tu na myśli bilansu zysków i strat. Musimy wejść do strefy euro, bo takie podpisaliśmy zobowiązanie. Z tym że najpierw musimy spełnić kryteria z Maastricht.

Jednak dyskusje przesłaniają nam pewien problem. Przyjęliśmy bowiem, że strefa euro chce nas jak najszybciej i z całym dorobkiem inwentarza. Tymczasem ostatnie wypowiedzi niektórych polityków z krajów strefy, czy też przedstawicieli EBC, niekoniecznie na to wskazują. W każdym razie z pewnością taryfy ulgowej nie będzie, co dobitnie pokazał przykład Litwy.

Litwa sprężyła się bowiem, przeprowadziła reformy. W przeciwieństwie do nas. Ktoś powie: mały kraj, więc jest im łatwiej. Z pewnością to prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że mogliśmy zrobić to samo. Tak czy inaczej Litwa ogłosiła, że spełnia kryteria z Maastricht. Jak się jednak okazało, tak się jej tylko wydawało. Skrupulatne pomiary unijnych speców wykazały bowiem, że w rzeczywistości litewskie CPI przekroczyło "dopuszczalne normy" o całe? 0,06 punktu proc. Jednak najbardziej kuriozalne jest to, że niespełnienie kryterium inflacyjnego Litwa zawdzięcza Polsce, kraju o najniższej inflacji w całej UE. A jak wiadomo, poziom odniesienia to średnia inflacji w trzech najlepszych pod tym względem krajach Unii.

Reklama
Reklama

Czyli znowu wszystko przez nas? Na szczęście tym razem przy odrobinie dobrej woli możemy się obronić następującym wywodem: gdyby Rosja nie zablokowała importu polskiego mięsa, jego ceny w kraju by nie spadły. Inflacja byłaby ciut wyższa i Litwa by się pewnie załapała do strefy euro. Czyli Litwa może podziękować Rosji.

Mówiąc poważnie. Mamy czasem tendencje do takiego pokazywania kwestii wejścia do strefy euro, jakbyśmy komuś, czyli krajom strefy euro, robili łaskę, że w ogóle o wejściu myślimy. Tymczasem euro to przywilej. Szczególnie dla takich krajów jak my. I oby się tylko za parę lat nie okazało, że my chcemy, ale nas nie chcą. Oby nie było tak, że ktoś gdzieś cały czas będzie znajdował owe 0,06 pkt proc.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama