W zeszłym tygodniu sąd nakazał PZU powrót do współpracy z Eurocrossem, spółką zależną holenderskiego Eureko, świadczącą usługi assistance. Decyzja sądu to zabezpieczenie powództwa, z którym na dniach wystąpi Eurocross. Ale ubezpieczyciel do współpracy nie wróci. - PZU złoży zażalenie na postanowienie sądu w sprawie Eurocrossu - poinformował Michał Witkowski, rzecznik towarzystwa.
Przypomnijmy, że spór rozpoczął się na przełomie sierpnia i września br. Pracownicy PZU postanowili przeprowadzić kontrolę w Eurocrossie. Na mocy umowy między spółkami mogli to zrobić w dowolnym momencie.
Kontrola skończyła się wejściem do Eurocrossu funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego, a PZU zerwał umowę z Eurocrossem. Podejrzewano, że ze spółki wyciekają dane osobowe klientów. Po przeprowadzeniu kontroli pracownicy PZU złożyli w prokuraturze doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Jolanta Strzelecka, członek zarządu PZU, zastrzegała we wtorek, podczas obrad nadzwyczajnego zgromadzenia PZU, że pracownicy towarzystwa wcale nie zabiegali o interwencję CBŚ. - Funkcjonariusze zapewne więc znaleźli się tam przypadkowo - ironizował Cezary Stypułkowski, były prezes PZU.
Jolanta Strzelecka długo wymieniała wady umowy z Eurocrossem. Umowa mówiła, że dane klientów PZU mają być przetwarzane w Polsce. Tymczasem serwer stał w Holandii. - Czy lepiej przekazywać dane do Holandii, czy do konkurencji - pytał C. Stypułkowski, nawiązując do tego, że PZU współpracuje obecnie z Elvią, której właścicielem jest Allianz. - PZU powinna obsługiwać firma z pierwszej ligi europejskiej - odpowiadała Jolanta Strzelecka.