Reklama

Skutki wtórnego arytmetycznego analfabetyzmu

Od pewnego czasu mam wrażenie, że na naszym rynku kapitałowym zanika sztuka arytmetyki. Coraz więcej emitentów ma kłopoty z dodawaniem i odejmowaniem. O arcytrudnej sztuce dzielenia już nie wspomnę

Publikacja: 09.12.2006 08:28

Na początku roku fundusz Julius Baer Investment Management poinformował o inwestycjach dokonanych w akcje spółek giełdowych w ciągu ostatnich dwóch lat. Naruszone zostały obowiązki informacyjne, szczególnie że do niektórych transakcji doszło jeszcze w 2004 roku.

Sprawa odbiła się szerokim echem na rynku kapitałowym. Fundusz - świadom konsekwencji - wynajął do obrony jedną z najlepszych polskich kancelarii prawnych funkcjonujących na rynku kapitałowym. A konsekwencje - nawet dla bogatych Szwajcarów - są znaczne. Za każde złamanie przepisów może grozić do miliona złotych kary. A w przypadku funduszy Julius Baer tych naruszeń było kilka.

Strategię zarządzania kryzysem, którą przyjęto, można nazwać "strategią ciszy". Bardziej popularne nazwy to "chowanie głowy w piasek" lub "woda w usta". Wszystkie zainteresowane podmioty odmawiają jakichkolwiek informacji na ten temat. Jest to właściwe rozwiązanie - fundusz nie sprzedaje swoich produktów w Polsce, a większość jego klientów polskich gazet nie czyta.

A jaką strategię obronną przyjęto wobec prowadzącego przez Komisję Nadzoru Finansowego postępowania? Pierwszy wariant - to tłumaczenie się nieznajomością regulacji polskiego rynku kapitałowego. Ale takiego tłumaczenia nikt nie stosuje. Bo nieznajomość prawa, nikogo nie tłumaczy, a dodatkowo świadczy o niekompetencji i braku profesjonalizmu. Sadzę, że na całym świecie nie znajdziemy instytucji kapitałowej, która odważyłaby się tłumaczyć brakiem znajomości prawa. Bo każdą instytucją zarządzają najlepsi profesjonaliści, obsługują ją najbardziej renomowane kancelarie, a ich księgi sprawdzają najlepsi audytorzy.

Może więc wariant drugi - wina któregoś z pracowników? Takie tłumaczenia są czasami stosowane. Szczególnie gdy rzeczywiście można wskazać osobę lub grupę osób, które są za jakieś nieprawidłowości odpowiedzialne. Jednak firmy, dopóki jest to możliwe, starają się nie zrzucać odpowiedzialności na swoich pracowników. Bo to też źle świadczy o kontroli wewnętrznej, o procedurach i wielu innych zasadach funkcjonowania dużych korporacji. Dodatkowo - osoba wskazana jako winna musi faktycznie ponosić karę. Bo jeśli tak nie będzie, to zamiast jednego postępowania mogą pojawić się dwa lub więcej.

Reklama
Reklama

Dlatego najbardziej prawdopodobny jest odpowiednik popularnej w Polsce "oczywistej pomyłki pisarskiej". Tym razem w wersji: "oczywistej pomyłki arytmetycznej" lub "oczywistej pomyłki informatycznej". W przypadku funduszy Julius Baer może się to sprowadzić do tego, że będą one twierdziły, że przestrzegały polskich przepisów oraz że wszyscy pracownicy byli kompetentni, a tylko w oprogramowaniu znalazł się jakiś drobny, trudny do wykrycia, błąd. Możliwości jest bardzo dużo. Przykłady. èle zsumowano dane dotyczące liczby akcji znajdujących się na poszczególnych rachunkach inwestycyjnych i subkontach. Albo prawidłowo sumowano liczbę posiadanych akcji, ale przyjęto nieprawidłową ogólną liczbę głosów. Albo jeszcze inaczej. Przyrównywano nieprawidłowe wielkości. Dowiemy się wówczas, że mimo iż fundusz z należytą starannością przez kilkanaście miesięcy pilnował wszelkich możliwych procedur - nie posiadał prawidłowej wiedzy o przekroczeniu odpowiednich progów procentowych.

Paradoks polega na tym, że taka linia obrony może być bardzo skuteczna. Dlaczego? Od pewnego czasu mam wrażenie, że na naszym rynku kapitałowym zanika sztuka arytmetyki. Coraz więcej emitentów ma kłopoty z dodawaniem i odejmowaniem. O arcytrudnej sztuce dzielenia już nie wspomnę. W czasach powszechnie panujących arkuszy kalkulacyjnych wszyscy sądzą, że wynik, który otrzymują, jest prawidłowy. Bo komputer nie może się mylić. Tymczasem wynik zależy w dużej części od tego, jaką do odpowiedniej komórki wprowadzono formułę. A tej najczęściej nikt nie sprawdza. Tymczasem wystarczy coś poprzestawiać lub usunąć.Praktycznie codziennie w systemie ESPI pojawiają się komunikaty, w których roi się od błędów arytmetycznych. Jest ich tak wiele, że nie nadążamy z ich poprawą. Pojawiają się wszędzie - w komunikatach bieżących, w raportach okresowych oraz w prospektach emisyjnych. Niestety - nad czym boleję - pojawiają się także w prasie (z winy dziennikarzy) oraz w internecie (z winy dostawców danych). A proszę mi wierzyć - wiem coś o tym.

Teoretycznie więc kancelaria prawna obsługująca fundusze Julius Baer powinna zebrać kilka lub kilkanaście błędów z prospektów i powiedzieć: widzicie! Ale nie może tak zrobić. Błędami rachunkowymi mogła tłumaczyć swojego klienta z braku odpowiednich komunikatów w przeszłości. Nie może czynić tego po raz drugi - kiedy na przekazanie komunikatu o sprzedaży akcji PKO BP potrzebowała trzech tygodni. Chyba że szwajcarskie komputery tak długo przetwarzają dane.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama