Na początku roku fundusz Julius Baer Investment Management poinformował o inwestycjach dokonanych w akcje spółek giełdowych w ciągu ostatnich dwóch lat. Naruszone zostały obowiązki informacyjne, szczególnie że do niektórych transakcji doszło jeszcze w 2004 roku.
Sprawa odbiła się szerokim echem na rynku kapitałowym. Fundusz - świadom konsekwencji - wynajął do obrony jedną z najlepszych polskich kancelarii prawnych funkcjonujących na rynku kapitałowym. A konsekwencje - nawet dla bogatych Szwajcarów - są znaczne. Za każde złamanie przepisów może grozić do miliona złotych kary. A w przypadku funduszy Julius Baer tych naruszeń było kilka.
Strategię zarządzania kryzysem, którą przyjęto, można nazwać "strategią ciszy". Bardziej popularne nazwy to "chowanie głowy w piasek" lub "woda w usta". Wszystkie zainteresowane podmioty odmawiają jakichkolwiek informacji na ten temat. Jest to właściwe rozwiązanie - fundusz nie sprzedaje swoich produktów w Polsce, a większość jego klientów polskich gazet nie czyta.
A jaką strategię obronną przyjęto wobec prowadzącego przez Komisję Nadzoru Finansowego postępowania? Pierwszy wariant - to tłumaczenie się nieznajomością regulacji polskiego rynku kapitałowego. Ale takiego tłumaczenia nikt nie stosuje. Bo nieznajomość prawa, nikogo nie tłumaczy, a dodatkowo świadczy o niekompetencji i braku profesjonalizmu. Sadzę, że na całym świecie nie znajdziemy instytucji kapitałowej, która odważyłaby się tłumaczyć brakiem znajomości prawa. Bo każdą instytucją zarządzają najlepsi profesjonaliści, obsługują ją najbardziej renomowane kancelarie, a ich księgi sprawdzają najlepsi audytorzy.
Może więc wariant drugi - wina któregoś z pracowników? Takie tłumaczenia są czasami stosowane. Szczególnie gdy rzeczywiście można wskazać osobę lub grupę osób, które są za jakieś nieprawidłowości odpowiedzialne. Jednak firmy, dopóki jest to możliwe, starają się nie zrzucać odpowiedzialności na swoich pracowników. Bo to też źle świadczy o kontroli wewnętrznej, o procedurach i wielu innych zasadach funkcjonowania dużych korporacji. Dodatkowo - osoba wskazana jako winna musi faktycznie ponosić karę. Bo jeśli tak nie będzie, to zamiast jednego postępowania mogą pojawić się dwa lub więcej.