Próbkę możliwości wzrostowych rynku mieliśmy na początku grudnia, kiedy to korpus tygodniowej świecy znalazł się poza obszarem 1,5-miesięcznej konsolidacji i pojawiło się najwyższe od pół roku zamknięcie. Miniony tydzień przyniósł jedynie kontynuację, za to bardzo silną, tamtego ruchu cen. Skierowała ona indeks w stronę pułapu 4-letniej formacji kanału wzrostowego (ok. 3900 pkt). Dotarcie w ten rejon nie wydaje się jednak formalnością. Indeks, choć pozbawiony dawnych barier, liczyć się musi zarówno z psychologicznym oporem na poziomie 3500 pkt, jak i z negatywną dywergencją na tygodniowym RSI. Jej początki sięgają września 2005 r., a wyznaczają ją najważniejsze lokalne szczyty z tego ponad rocznego okresu. Obecnie wykres RSI zbliżył się dość wyraźnie do spadkowej linii trendu.

W krótszym terminie piętrzące się przed popytem przeszkody są także liczne. Na wykresie dziennym, od połowy ubiegłego tygodnia WIG20 nie znajdował siły do kontynuacji wzrostów i oddalenia się od wsparcia na bezpieczną odległość. Pokonanie majowych szczytów na niewielkich obrotach utrudniało ocenę sytuacji i z pewnością wzmagało obawy graczy. Podaż także niczym nie imponowała, a środek białego korpusu z wtorku stał się silnym wsparciem. Efektem była wąska, 40-pkt konsolidacja.

Taka sytuacja nie może jednak trwać wiecznie. Już w piątek konsolidacja pociągnęła za sobą pierwsze ofiary. Były nimi wskaźniki szybkie CCI i Stochastic, generujące zalecenia sprzedaży. RSI także nie grzeszył siłą, a uważni obserwatorzy spostrzegli na jego wykresie dywergencję. Sesja poniedziałkowa, choć niczego nie wyjaśniła, idealnie wkomponowała się w atmosferę niepewności. Prócz wysokiego otwarcia popyt nie pokazał niczego, co pozwoliłoby wyeliminować możliwość wystąpienia ruchu powrotnego w stronę majowych szczytów. Reasumując, o ile krótki termin wciąż stanowi sporą niewiadomą, o tyle w średnim horyzoncie nadal nie ma powodów, by rezygnować z koncepcji zakładającej wzrost rynku do 3700 pkt, co jest pochodną wysokości 5-miesięcznego kanału.