Z raportem Najwyższej Izby Kontroli, dotyczącym przekształceń w sektorze elektroenergetycznym, zapoznali się wczoraj członkowie sejmowej Komisji Skarbu Państwa. Raport NIK obejmuje lata 2001- -2005. Izba nie zostawiła suchej nitki na działaniach ministerstwa skarbu i resortu gospodarki. Założenia rządu przez szefów obu resortów realizowane były wybiórczo.

- Dbano głównie o same spółki i ich pracowników, zamiast o odbiorców energii. Minister skarbu odstępował od założeń rządowych, a realizował swoją własną wizję - stwierdziła Elżbieta Sikorska, wicedyrektor Departamentu Gospodarki, Skarbu Państwa i Prywatyzacji NIK. Minister skarbu nie wykonał nałożonego przez rząd zobowiązania i nie nakazał spółkom wdrożenia programu redukcji zatrudnienia. Przeciwnie, zawierano umowy społeczne między zarządami spółek a ich pracownikami. - Efekt tych umów to prawie 300 mln nieuzasadnionych korzyści majątkowych dla pracowników- stwierdziła Sikorska. NIK zarzuca też ministrom skarbu i gospodarki brak współpracy, co opóźniało restrukturyzację firm energetycznych.

Tomasz Wilczak, wiceminister gospodarki, zapewnił, że przyjęty w tym roku program dla elektroenergetyki jest odpowiedzią na zarzuty NIK. Stwierdził, że dotychczasowe błędy w pracach nad sektorem to wynik m.in. braku jednomyślności poszczególnych rządów. Wilczak potwierdził, że trwają prace nad utworzeniem czterech dużych grup elektroenergetycznych. Jedną z nich jest Energetyka Południe, która w grudniu przyszłego roku ma trafić na warszawski parkiet.