Reklama

Deutsche Bank Securities radził rzadko, ale skutecznie

W rankingu efektywności rekomendacji dla spółek z polskiego rynku kapitałowego zwyciężył Deutsche Bank Securities. Drugą pozycję zajął Dom Maklerski Banku Handlowego. Na trzecim miejscu znalazł się DM Millennium

Publikacja: 16.12.2006 07:49

Nie wiesz, na kogo liczyć? Licz na siebie. To hasło powinno na wszelki wypadek przyświecać każdemu, kto podejmuje decyzje inwestycyjne. Ogólny obraz raportów analitycznych i rekomendacji na polskim rynku nie jest zły, ale niektórym specjalistom z domów maklerskich zdarzają się poważne wpadki.

Pamiętajmy - jedna z podstawowych zasad inwestowania mówi, że nie należy przesadnie ufać własnym doradcom. Gdy przyglądamy się rekomendacjom wydawanym przez domy inwestycyjne, teza ta nabiera szczególnego wydźwięku. Raporty analityczne potrafią być źródłem wielu pożytecznych informacji i całkiem nieźle wskazywać kierunek, w którym podążać może kurs akcji, jednak wymienianych w nich cen docelowych nie należy traktować zbyt dosłownie. W przeciwnym wypadku nierzadko spotka nas spore rozczarowanie. Czy to jednak oznacza, że nie należy w ogóle ufać analitykom? Nie przesadzajmy. Czasem możemy im wiele zawdzięczać. Przyjrzyjmy się wynikom rankingu skuteczności tegorocznych rekomendacji maklerskich.

W klasyfikacji generalnej zwyciężył Deutsche Bank Securities. Drugą pozycję zajął Dom Maklerski Banku Handlowego. Na trzecim miejscu uplasował się DM Millennium. Co o tym zdecydowało?

Kryteria oceny

W klasyfikacji wzięliśmy pod uwagę wszystkie instytucje, które wydają rekomendacje dotyczące polskich firm z GPW i które od początku roku opublikowały przynajmniej 10 raportów. Jak ocenialiśmy efektywność zaleceń inwestycyjnych? Pod uwagę wzięliśmy kilka różnych kryteriów. Liczyła się trafność ceny docelowej, skala wzrostu kursu po rekomendacjach "pozytywnych" ("kupuj", "akumuluj" itp.), głębokość spadku notowań po rekomendacjach negatywnych ("sprzedaj", "redukuj", itp.), a także liczba wydanych analiz. W każdym przypadku przyznawaliśmy punkty, a o końcowym wyniku decydowała ich suma.

Reklama
Reklama

Punkty były przyznawane w następujący sposób: najlepsze w danej kategorii z 16 badanych biur otrzymało 16 punktów, kolejne 15, i tak aż po najsłabsze w kategorii, któremu przypadał 1 punkt. Końcowy wynik był sumą wszystkich punktów. Dawało to możliwość zdobycia łącznie od 4 do 64 punktów, chociaż w rzeczywistości żadna instytucja nie osiągnęła skrajnych wielkości.

Pod uwagę brane były tylko te tegoroczne raporty, które ukazały się trzy miesiące temu i wcześniej, ponieważ badane były zmiany cen w okresie 90 dni po wydaniu rekomendacji. Faktem jest, że wiele publikacji analityków ma dłuższy horyzont inwestycyjny (6 czy 12 miesięcy), jednak wydaje się, że kwartał to wystarczający okres, aby dokonywać porównań.

Pierwszym kryterium wziętym pod uwagę była trafność wyceny spółki. Okazuje się, że pod tym względem z rekomendacjami nie jest najlepiej. Po upływie trzech miesięcy od wystawienia zalecenia, ceny papierów różniły się średnio o 15,7 proc od ceny docelowej podanej w raporcie. Najlepszy pod tym względem okazał się DM Millennium, dla którego wartość ta wyniosła jedynie 13,5 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Deutsche Bank Securities oraz DM Banku Handlowego. Po przeciwnej stronie skali uplasowały się rekomendacje Biura Maklerskiego BPH. Cenom docelowym wyliczanym przez analityków z tego biura do cen rynkowych, jakie osiągały akcje po trzech miesiącach, brakowało przeciętnie ponad 24 procent. Pamiętajmy jednak o zasadniczo dłuższym niż trzy miesiące horyzoncie, w jakim obowiązuje.

Rekomendacje maklerskie spełniają dwie zasadnicze funkcje. Po pierwsze, wskazują inwestorom, gdzie należy szukać ciekawych okazji do zarobku. Po drugie, sugerują, od których walorów należy się trzymać z daleka, aby uniknąć strat. Właśnie tych kwestii dotyczyły kolejne dwa kryteria.

Okazuje się, że akcje spółek, których kupowanie, akumulowanie, przeważanie itp. zalecają domy maklerskie, rosną w ciągu trzech miesięcy od wydania rekomendacji średnio o 8,7 proc. Pozornie nie jest to dużo, jednak trzeba pamiętać, że w tym samym okresie WIG20 rósł w ciągu 90 dni przeciętnie jedynie o 1,8 proc. Jaki z tego wniosek? Specjalistom z domów maklerskich udaje się dość trafnie wskazywać spółki, które zachowują się lepiej niż cały rynek. Taki jest jednak tylko ogólny obraz, ponieważ oczywiście niektórym instytucjom sztuka ta wychodzi lepiej, innym gorzej. Najlepszymi wynikami w tym zakresie może się popisać Deutsche Bank Securities - po jego rekomendacjach papiery drożały zwykle o 20,3 proc. To już druga kategoria, w której ta zachodnia instytucja okazała się zwycięzcą. Powodów do chluby nie mają z kolei inne zagraniczne banki inwestycyjne - Merrill Lynch oraz CS First Boston. Tu akcje spółek zazwyczaj nie zyskiwały na wartości, lecz traciły - średnio 3 proc. i 5,7 proc.

Mówi się, że jedyną rzeczą bardziej dla inwestora bolesną od straty jest niewykorzystanie okazji do zarobku. Właśnie to uczucie musi być nieobce graczom giełdowym, którzy w tym roku sugerowali się rekomendacjami negatywnymi ("redukuj", "niedoważaj", "sprzedaj"), wydawanymi przez biura maklerskie. Ich efektywność wygląda gorzej niż skuteczność rekomendacji określanych tu mianem pozytywnych. Wszystko wskazuje na to, że po publikacji zalecenia ceny akcji zazwyczaj zamiast spadać - rosną.

Reklama
Reklama

Jakby tego było mało, rosną szybciej niż cały rynek! Papiery firm, które otrzymały negatywne zalecenia, zyskiwały następnie średnio 5,3 proc. w ciągu kwartału. Co więcej, spośród wszystkich instytucji rekomendujących, tylko dwóm - Deutsche Bank Securities (kolejny raz najlepszy) oraz CDM Pekao - udało się systematycznie przewidywać spadki. W przypadku pozostałych brokerów było już dużo gorzej. Przykładowo, po negatywnych zaleceniach AmerBrokers ceny spółek, których dotyczyły rekomendacje, rosły zwykle o około 19 proc.!

Pomyłek nie można uniknąć

Ogólnie rzecz biorąc, jakość wydawanych na naszym rynku raportów analitycznych nie jest zła, ale - jak zawsze - wiele można jeszcze poprawić. Zwłaszcza że czasami specjalistom zdarzają się naprawdę poważne wpadki. Przykładem może być rekomendacja dotycząca akcji Agory wydana 19 stycznia przez analityków Biura Maklerskiego BPH. Autorzy raportu zalecili w nim akumulowanie papierów wydawcy "Gazety Wyborczej", wskazując na niewielkie niedowartościowanie i możliwy wzrost notowań. Cena docelowa została ustalona na poziomie 70 zł. Co stało się w rzeczywistości? Wszystko, co później nastąpiło - pojawienie się na rynku "Dziennika", wzrost konkurencji, spadek marż - ewidentnie nie sprzyjało zwyżce kursu Agory. W efekcie pół roku później papierami handlowano nawet po zaledwie 30 zł, co oznacza spadek ceny o ponad 57 proc. Inwestorzy, którzy kierowali się zaleceniami specjalistów z BM BPH, z pewnością tym razem nie byli zadowoleni.

Oczywiście, zdarzały się również odwrotne pomyłki - analitycy zalecali pozbywanie się akcji, a ich notowania rosły - nierzadko nawet szybciej niż rynek. Weźmy chociażby rekomendację sprzedaży akcji KGHM wydaną przez CDM Pekao 8 lutego br. Analitycy wróżyli wówczas spadki o ponad 20 proc. W rzeczywistości nastąpiła zwyżka cen na rynku czerwonego metalu, a kurs akcji miedziowego koncernu wzrósł o kilkadziesiąt procent.

Zwróćmy jednak uwagę - mówimy o pojedynczych wpadkach, można by rzec - o wypadkach przy pracy. Nie można na ich podstawie generalizować. Wręcz przeciwnie, wśród rekomendacji zdarzają się również prawdziwe perełki. Na przykład BZ WBK w maju bardzo trafnie przewidział deprecjację walorów Agory i tym samym uchronił klientów przed ponad 40-procentowymi stratami. Z kolei CA IB sugerowało kupowanie akcji KGHM mniej więcej w tym samym czasie, gdy wspomniany już CDM Pekao nakazywał się ich wyzbywać. Dzięki temu klienci CA IB byli w stanie zarobić ponad 80 proc. w ciągu zaledwie kwartału.

Ostatnim kryterium, które uwzględniliśmy, była liczba wydanych raportów. W tym przypadku zdecydowanie najaktywniejsze okazały się Dom Inwestycyjny BRE Banku oraz DM BZ WBK. Każde z biur opublikowało ponad 100 raportów inwestycyjnych. Z kolei najmniej aktywne są instytucje zagraniczne Merrill Lynch, CS First Boston oraz Deutsche Bank Securities. Trudno jednak powiedzieć, czy wynika to rzeczywiście z niewielkiej liczby rekomendacji, czy może z faktu, że niewiele takich publikacji dociera do polskich inwestorów. Zwróćmy też uwagę - w dużej liczbie raportów zawsze mogą się zdarzyć takie, które uznamy za wpadki. Co nie zmienia faktu, że w większości przypadków podążanie za wskazaniami biura może się okazać opłacalne.

Reklama
Reklama

Przydatne narzędzie

Czy warto więc ufać analitykom? Czy rekomendacje są wartościowym narzędziem w sztuce inwestowania? Z pewnością tak, ale nie można do nich podchodzić bezkrytycznie. Analitycy to także ludzie, którzy popełniają błędy, dlatego warto bacznie przyglądać się przyjmowanym w raportach założeniom i prognozom. Rekomendacje są bardzo pożytecznym źródłem informacji i wskazówek, jednak trzeba pamiętać, że ostateczna decyzja inwestycyjna zawsze należy do nas.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama