Prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Jacek Socha wziął udział w spotkaniu grupy roboczej zajmującej się przygotowaniami do budowy nowej elektrowni atomowej w litewskim Ignalinie. Kto wchodzi w skład tej grupy? Polską stronę reprezentują PSE, litewską - Lietuvos Energija. Jako przedstawiciele Łotwy i Estonii występują Latvenergo i Eesti Energia. - Kolejne spotkanie czterech firm odbędzie się już 9 stycznia 2007 r. Myślę, że mógłby być to dobry termin, aby Polska wstąpiła do konsorcjum mającego zbudować elektrownię - powiedział J. Socha w rozmowie z "Parkietem".

Konsorcjum zostało zawiązane w tym roku przez trzy państwa nadbałtyckie. Naszemu udziałowi w nim do niedawna sprzeciwiała się Łotwa i Estonia. Dostaliśmy jednak silne wsparcie ze strony Litwy, której zależy na jak najszerszej współpracy energetycznej z Polską. Dlaczego? Litwa, wstępując do Unii Europejskiej, zobowiązała się do wyłączenia do 2009 r. przestarzałego bloku atomowego. Ponieważ nie ma żadnych szans na to, aby nową elektrownię wybudować wcześniej niż do 2012-2015 roku, naszym sąsiadom zagraża duże uzależnienie od dostaw energii z Rosji. Chcąc się przed tym bronić, Litwa zaczęła współpracować z Polską w sprawie mostu elektroenergetycznego, łączącego nasze kraje. A warunkiem Polski było włączenie nas do projektu atomowego. Dzięki temu z czasem będziemy mogli importować energię z Ignalina. I chociaż Szwedzi nie kryją, że również chcą wziąć udział w projekcie, to układ powstający przy współpracy z Polską może być dla trzech państw nadbałtyckich korzystniejszy.

Na jakich warunkach ma przebiegać nasze wstąpienie do konsorcjum? - Powinny je tworzyć cztery strony, mające równe udziały - uważa Jacek Socha, prezes PSE. Oznacza to, że naszym celem jest zarządzanie 25 procentami ignalińskiej elektrowni. Jej moc jest planowana na 1600 MW. Koszty budowy oszacowano na 4 mi-liarda euro.

(Wilno)