W reakcji na bardzo silny wzrost wartości tajskiej waluty, władze monetarne w Bangkoku wprowadziły zasadę zobowiązującą inwestorów do utrzymywania w Tajlandii sum przekraczających 20.000 dolarów przez okres co najmniej roku. Regulacje te nie dotyczącą jedynie środków z bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz wymiany handlowej. "Inwestorzy zagraniczni przystąpili do gwałtownej wyprzedaży akcji, ponieważ nowe regulacje są dość agresywne z punktu widzenia funduszy zagranicznych. Trudno powiedzieć, jak bardzo indeks SET jeszcze spadnie" - powiedział strateg Tisco Securities, Viwat Techapoonpol.
Na zamknięciu wtorkowych sesji SET spadł o 14,84 procent, czyli najbardziej od czasu irackiej inwazji na Kuwejt w sierpniu 1990 roku. W trakcie notowań tajska giełda traciła nawet 19 procent, a władze parkietu po raz pierwszy w jego 31-letniej historii wstrzymały na pół godziny notowania akcji.
Analitycy podkreślają, że panikę na tajskich rynkach wywołała między innymi niepewność związana z przyszłymi konsekwencjami działań podjętych przez bank centralny w Bangkoku.
"Sygnał wysłany przez BoT nie był zupełnie jasny, więc może minąć parę dni, zanim wszystko się uspokoi. Inwestorzy próbują zrozumień, co oznaczają te nowe regulacje (...). Gracze giełdowi też nie są pewni, w jakim stopniu dotkną one ich rynku" - powiedział strateg walutowy ABN AMRO, Shahab Jalinoos.
Tajski bath, najsilniej zwyżkująca w tym roku waluta azjatycka, osłabł przed południem o około 2 procent, a rentowności długu wzrosły o 20-30 punktów bazowych.