Gospodarka polska rozwija się w tempie 5,8 proc. (tyle odnotowaliśmy w III kwartale). Zwolennicy rządu mogą się szczycić tym jako wielkim osiągnięciem, malkontenci mogą kręcić nosem, twierdząc, że jest to niezasłużony spadek po krytykowanej liberalnej polityce gospodarczej poprzednich ekip. Wszyscy mają po trochu racji - z jednej strony o dynamice rozwoju nie decyduje tylko jeden rok, ale polityka kontynuowana latami. Ale z drugiej strony, o ile naprawić zepsutej gospodarki w ciągu roku na pewno się nie da, to zepsuć ją - jak najbardziej. Zawsze można wystraszyć krajowe firmy, przepłoszyć zagranicznych inwestorów i podważyć makroekonomiczne podstawy stabilności. Do tego obecny rząd nie dopuścił.

Słowem, nie ma wątpliwości, że mamy w Polsce dość szybki wzrost gospodarczy. Można sobie jednak postawić pytanie, czy owe 5,8 proc. wzrostu to naprawdę dużo, czy też nie? I nie chodzi o odpowiedź ?polityczną" (służącą bądź wysławianiu, bądź krytykowaniu obecnego rządu), ale o odpowiedź opartą na analizie ekonomicznej. Przede wszystkim należy stwierdzić, że wzrostu gospodarczego nie ocenia się tak naprawdę w skali jednego kwartału, ale w skali lat. Innymi słowy: dane z jednego kwartału mają znaczenie tylko o tyle, o ile sugerują trwały charakter obserwowanego rozwoju. Kluczowe znaczenie ma w tym zakresie obserwacja poszczególnych elementów popytu finalnego: inwestycji, spożycia, eksportu. Dane z III kwartału 2006 są pod tym względem całkiem dobre: przyspiesza dynamika inwestycji (co sugeruje utrzymanie się dobrej koniunktury na długą metę), utrzymuje się wysoka dynamika spożycia (co utrwala wzrost), szybko rośnie eksport (co pokazuje, że wzrost nie odbywa się kosztem pogorszenia konkurencyjności). Obserwowana wciąż niska inflacja i niski deficyt obrotów bieżących potwierdzają mocne fundamenty. Wygląda na to, że obserwowane wysokie tempo wzrostu nie jest żadnym jednorazowym wyskokiem.

Po drugie jednak, należy pamiętać o tym, w jakiej fazie cyklu koniunkturalnego znajduje się gospodarka. Koniunktura w gospodarce rynkowej w naturalny sposób fluktuuje: następują na przemian kilkuletnie okresy silnego wzrostu oraz spowolnienia i recesji. Nie ma cienia wątpliwości, że obecnie gospodarka znajduje się w fazie silnego ożywienia (zresztą od dłuższego czasu prognozowanego). Jeśli PKB wzrasta w okresie boomu w tempie 5-6 proc., a można się spodziewać, że w fazie spowolnienia dynamika produkcji obniży się do 1-2 proc. (jak w latach 2002-2003), to przeciętne tempo wzrostu w dłuższym okresie wynosi tylko ok. 4 proc. To wcale nie jest dużo - przy takiej długookresowej dynamice wzrostu ?dogonienie" Zachodniej Europy trwałoby do końca wieku! Obecnie obserwowana dynamika wzrostu jest więc wbrew pozorom stosunkowo niska, bowiem w okresie boomu polska gospodarka powinna rozwijać się szybciej. Poczekajmy jednak z ocenami - być może tempo wzrostu PKB przyspieszy w kolejnych kwartałach.

Po trzecie, oceniając obecny wzrost warto zwrócić uwagę na dynamikę, którą osiągają nasi sąsiedzi - kraje znajdujące się w podobnej sytuacji. Wszyscy rozwijają się szybciej - zwłaszcza Słowacja, rosnąca w tempie 9 proc. A to każe się poważnie zastanowić, czy naprawdę zrobiliśmy już wszystko, co trzeba, aby zapewnić naszej gospodarce pomyślny rozwój.

Pricewaterhousecoopers