Grudzień jest dla gospodarki miesiącem szczególnym. Oczywiście dlatego, że w grudniu mamy święta Bożego Narodzenia i, co może nieco mniej istotne, sylwestra. I choć święta trwają formalnie dwa dni, to uwzględniając Wigilię oraz właśnie sylwestra, cały ostatni tydzień grudnia ma dla wielu z nas charakter świąteczny. Dla pracowników oznacza to doskonałą okazję do wykorzystania zaległego urlopu - wystarczy wziąć trzy dni i mamy dziesięć dni wolnego! To już coś więcej niż zwykły długi weekend...
Ta sytuacja będzie miała określone skutki dla gospodarki. Zacznijmy od tych negatywnych. Z pewnością wielu pracodawców nie będzie zadowolonych z powodu utraty części pracowników na tak długi czas, podobnie jak nie byli zadowoleni z wprowadzonej niedawno zmiany legislacyjnej znoszącej konieczność odpracowania jednego dnia świątecznego, jeśli w jednym tygodniu wypadają dwa takie dni. Zmiana weszła w życie w ostatniej chwili - gdyby nie to, musielibyśmy odpracować 26 grudnia. Czy będzie to miało wymierny negatywny efekt dla wzrostu gospodarczego? Pewnie jakiś symboliczny tak, ale z pewnością zostanie on z nawiązką nadrobiony przez inne gospodarcze skutki świątecznego grudnia - pozytywne.
Zacznijmy od najbardziej oczywistych - wzmożone zakupy świąteczne nakręcają koniunkturę w handlu, a przez to także w wielu branżach przemysłowych - ktoś przecież musi wyprodukować to, co sprzedadzą handlowcy! Na pierwszy ogień idzie przemysł spożywczy, wszak ostatnia dekada grudnia stoi u nas pod znakiem biesiadowania. Poprawę koniunktury odczują jednak też firmy z innych branż, na przykład producenci sprzętu elektronicznego, w tym komputerów. Stanie się tak nie tylko za sprawą prezentów świątecznych, ale także dlatego, że wiele firm i instytucji musi wydać w grudniu pozostałe pieniądze, aby w przyszłym roku ich budżet nie został zmniejszony. Spodziewam się, że w tym roku tzw. szał świątecznych zakupów będzie wyraźnie większy niż w latach ubiegłych, ponieważ w naszych portfelach jest więcej pieniędzy. I to nie tylko dlatego, że zarabiamy więcej, ale także dlatego, że więcej z nas ma pracę. Nie możemy też zapominać, że duża część pieniędzy zarobionych przez naszych rodaków na obczyźnie zostanie wydana na zakupy w kraju.
Cieszyć się też będą mieli z czego niektórzy usługodawcy. Wskażmy na początek biura podróży - dziesięć dni wolnego w grudniu to przecież doskonała okazja do wyjazdów, na przykład na narty. Z tego samego względu powody do zadowolenia powinni mieć hotelarze, właściciele ośrodków wypoczynkowych i osoby prowadzące punkty gastronomiczne w zimowych kurortach. Niestety, te optymistyczne prognozy gospodarcze psują w tym roku pesymistyczne prognozy... pogody. Śniegu nie ma i jeśli szybko nie spadnie, to nasza branża turystyczna może przegrać z konkurencją zagraniczną.
Pozwolę sobie na drobną refleksję. Kiedy już nadejdą święta, zapomnijmy o tym wszystkim, co zostało napisane powyżej. Nie przeliczajmy każdego dnia wolnego na straty dla naszej gospodarki, a każdej wydanej złotówki na dodatkowe procenty wzrostu PKB. Zapomnijmy na chwilę o tym, co zajmuje nas przez cały rok i oddajmy się błogiemu świętowaniu. A ewentualne zaległości odrobimy w styczniu... Tego właśnie Szanownym Czytelnikom "Parkietu" i sobie życzę.