Tworzenie Polskiej Grupy Energetycznej zostaje wstrzymane na dwa-trzy miesiące. ZEDO i osiem spółek dystrybucyjnych ze wschodniej Polski miało zostać wniesionych do PGE Energia (spółki celowej utworzonej przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne) dokładnie 29 grudnia. Wczoraj jednak ministerstwo skarbu zdecydowało, że stanie się to dopiero w lutym lub marcu. Co najmniej do tego czasu trzeba będzie poczekać na przyjęcie przez Sejm specjalnych przepisów, "wyjmujących" przekształcenia w elektroenergetyce spod przepisów ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji.
Akcje komplikują całą sprawę
Dominująca na krajowym rynku energetycznym PGE ma powstać w wyniku połączenia jedenastu spółek. Będą to Polskie Sieci Elektroenergetyczne, BOT, ZEDO i dystrybucja. Załogom dwóch ostatnich firm należą się pakiety akcji pracowniczych. W myśl przepisów, ich wartość sięga do 15 proc. akcji spółek parterowych. Te udziały mają później zostać skonwertowane na akcje PGE. W jaki sposób? To nie zostało jeszcze rozstrzygnięte. Zdaniem przedstawicieli branży energetycznej, należy doprowadzić do tego, aby po wejściu Grupy na giełdę pracownicy mogli bez problemów sprzedać swoje udziały. Tego samego chcą pracownicy.
Problem stwarza jednak znowelizowana w tym roku ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji. W myśl przepisów, przy operacjach prowadzonych na jednoosobowych spółkach Skarbu Państwa pracownikom należą się nie akcje, ale ekwiwalent za nie. Dlaczego resort skarbu chce uniknąć takiego scenariusza? Wypłata równowartości 15 proc. akcji znacznie pogorszyłaby sytuację finansową spółek. Co więcej, także związki zawodowe energetyków nie chciałyby, aby do tego doszło. Wolą zachować udziały, bo dzięki temu będą mieli przynajmniej częściowy wpływ na losy swoich spółek.
W przypadku wnoszenia dystrybucji do PGE Energia (będącej spółką córką PSE, a zatem nie należącej bezpośrednio do SP) ryzyko wypłaty ekwiwalentu zostało zmniejszone. Ale tylko częściowo. Okazuje się, że ten wariant może zostać uznany za pozorne działanie, mające sztucznie chronić spółki energetyczne przed przepisami uciążliwej ustawy. Resort skarbu obawia się, że pieniądze tak czy inaczej trzeba byłoby wypłacić. Powstał więc pomysł, że wymaga to oddzielnej ustawy, której projekt będzie gotowy na początku stycznia.