Pod koniec gorączki świątecznych zakupów ekonomiści zafundowali Amerykanom zimny prysznic, ostrzegając przed ryzykiem recesji.
Głównym powodem do zaniepokojenia są wskaźniki dotyczące oszczędności gospodarstw domowych. Przez 19 miesięcy z rzędu amerykańscy konsumenci wydawali więcej, niż wynosiły ich dochody. W październiku negatywny wskaźnik oszczędności wynosił 0,6 proc. Oznaczało to, że na każde zarobione 100 dolarów netto (po podatkach) wydawano 100,60 USD. Obecny trend rozpoczął się w kwietniu 2005 r. i nie ma precedensu w historii badań, prowadzonych od lat 40. minionego stulecia. W połowie lat 80. Amerykanie odkładali jeszcze około 10 procent swoich dochodów netto.
Dean Baker, dyrektor Center for Economic and Policy Research, ostrzegł na łamach portalu CNN/Money, że utrzymująca się tendencja nie może trwać długo bez poważnych skutków. Prędzej czy później konsumenci będą musieli ograniczyć wydatki, a to może prowadzić w linii prostej do recesji, bo wewnętrzny popyt napędza około 70 proc. amerykańskiego PKB. Ta w jego opinii może dosięgnąć USA już w 2007 roku.
Główną przyczyną utrzymującego się trendu jest sytuacja na rynku nieruchomości. - Gwałtowny wzrost cen domów w ostatnich latach stanowił dla Amerykanów sygnał, że nie muszą już więcej oszczędzać - mówi Baker. Wielu z nich zaczęło zaciągać dodatkowe kredyty, obciążające hipoteki, na samochody, telewizory plazmowe czy remonty.
Wielu ekonomistów nie podziela poglądów Bakera. Według Stevena Wietinga, głównego ekonomisty Citigroup, wskaźnik oszczędności nie mówi wszystkiego o stanie amerykańskiej gospodarki. Nie uzwględnia np. pieniędzy odkładanych na planach emerytalnych czy inwestycji w fundusze powiernicze. To sprawia, że pomimo negatywnego wskaźnika wartość majątku amerykańskich gospodarstw domowych nadal rośnie.