Sezon świątecznych zakupów w USA nie skończył się wraz z Bożym Narodzeniem. Ostatnia seria wizyt w wielkich sklepach może przesądzić o ostatecznym bilansie roku.

Już 26 grudnia (w USA nie obchodzi się drugiego dnia świąt) sklepy zalała fala konsumentów - nie tylko zwracających niechciane prezenty, ale także kupujących, zachęcanych obniżkami, sięgającymi nawet 50-75 proc. Potrwają one co najmniej do końca roku, bo wiele firm w USA zamyka się na ten okres i oferuje pracownikom przymusowe wakacje.

Z poświątecznymi wyprzedażami wiąże się w ostatnich la-tach ogromne nadzieje. Około 40 proc. ankietowanych konsumentów deklaruje chęć powrotu do sklepów w okresie pośwątecznym w poszukiwaniu niskich cen. Wielu kupujących właśnie na ten okres przesuwa najważniejsze zakupy. Sprzyja temu rosnąca popularność tzw. gift cards - kart pozwalających na kupowanie już po zasadniczym okresie świątecznych zakupów. Według firmy konsultingowej Bain & Co., dzięki gift cards około 10 mld USD obrotów przesuwa się corocznie z listopada i grudnia na styczeń. To druga po kosmetykach forma składania prezentów.

Handlowcy mają więc nadzieję, że kolejne tygodnie po Bożym Narodzeniu poprawią jeszcze wyniki sprzedaży w całym sezonie świątecznym. Od piątku po Święcie Dziękczynienia (w listopadzie) do Wigilii obroty handlowców wzrosły o 3 proc. - wynika z danych SpendingPulse, serwisu finansowego MasterCard. To mniej niż w ub.r., kiedy sprzedaż wzrosła o 5,2 proc. Jednak po uwzględnieniu dodatkowych dni sprzedaży obroty sklepów wzrosły o 6,6 proc. To wyżej niż prognoza Krajowej Federacji Sprzedawców Detalicznych (NRF), która mówiła o 5-proc. wzroście sprzedaży. Najlepiej szedł handel w internecie.