co jest nieco słabszym wynikiem od średniej z trzech poprzednich lat. Nawet jeśli uznamy to za osłabienie hossy, to trudno z tego wysuwać jakieś poważniejsze wnioski na przyszłość. Ważnym ostrzeżeniem jest zachowanie rynku względem majowego szczytu. Kiedy poprzednio zdarzały się sytuacje, w których rynek wracał do trendu po kilku miesiącach korekty, to nowe rekordy hossy nie były tak szybko zachętą do realizacji zysków. Gdyby te oznaki słabnięcia rynku nasiliły się - mam na myśli przede wszystkim przełamanie linii trendu opisującej ostatnią falę wzrostową i wsparcia znajdującego się
w okolicach 3200 pkt
- oczekiwałbym testu głównej linii trendu wzrostowego. W tej chwili znajduje się ona w okolicach
2,9 tys. punktów i wspina się
w górę w tempie 28 proc. Test wsparcia byłby też naturalną konsekwencją zetknięcia wykresu indeksu (na szczycie majowej zwyżki) z górnym ograniczeniem kanału wzrostowego, który opisuje całą hossę. Nachylenie głównej linii trendu określiłbym jako sensowne - to znaczy można sobie wyobrazić, że w tym tempie warszawska giełda będzie w stanie rosnąć jeszcze przynajmniej przez kilka lat. Mamy przecież wysoki wzrost gospodarczy, który
w najbliższych latach podtrzymywać mają unijne transfery. Jeśli to ma sens, to sformułuję następujące twierdzenie - przebicie długoterminowej linii trendu będzie ważnym sygnałem końca hossy. Czy w obecnej sytuacji byłby on uzasadniony?