Ostatnie sesje przyniosły pogorszenie nastrojów na rynkach zagranicznych. Zarówno za oceanem, jak i na Starym Kontynencie trwają korekty, po wcześniejszych, silnych wzrostach. W obu przypadkach jednak trendy nie są na razie zagrożone, tak że z nastaniem nowego roku można spodziewać się kontynuacji dotychczasowych tendencji.
S&P 500 nie zdołał pokonać oporu na poziomie 1432 punktów. Zamiast tego pod koniec zeszłego tygodnia zniżkował poniżej wsparcia 1414 punktów. Tym samym, po kilku sesjach konsolidacji, rozpoczęła się krótkoterminowa korekta spadkowa. Choć cały czas jest jeszcze sporo miejsca na spadki, to jednak na razie nic nie wskazuje na odwrócenie tendencji w średnim lub długim terminie. Wydaje się, że końca spadków można spodziewać się w ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni. Ich maksymalny zasięg należy określić na 1380 punktów. Przełamanie tego poziomu byłoby pierwszym sygnałem wskazującym na zagrożenie trendu wzrostowego. Z kolei w przypadku wcześniejszego powrotu wzrostów, najbliższy opór indeks napotka na poziomie 1432 punktów.
Choć jeszcze tydzień temu nastroje na rynkach środkowoeuropejskich nie były najlepsze, to jednak już pierwsza sesja po świętach przyniosła wzrost indeksów regionu. Wydaje się, że z uwagi na jej "międzyświąteczny" charakter i co za tym idzie niewielkie obroty, nie należy przywiązywać do niej zbyt wielkiej wagi. Zarazem jednak rynek staje się coraz silniej wyprzedany i prawdopodobnie powrotu wzrostów można spodziewać się w pierwszych tygodniach nowego roku. Choć wczoraj zdecydowanie najsilniej zachowywał się WIG, to jednak w nieco dłuższym horyzoncie czasowym na prowadzenie wysunął się BUX. Budapeszteński indeks, pomimo korekty zdołał pozostać powyżej przełamanego w połowie grudnia górnego ograniczenia średnioterminowego kanału horyzontalnego. Wydaje się, że po zakończeniu korekty może
on stać się liderem wzrostów,
próbując odrobić straty w stosunku do pozostałych indeksów.