Wczoraj akcje Drozapolu były pierwszy raz notowane bez prawa poboru. Kurs spadł o 9 proc., do 9,1 zł. Giełda nie mogła skorygować kursu odniesienia, ponieważ spółka nie podała ceny emisyjnej akcji.

Inwestorzy mogli sami dokonać orientacyjnych obliczeń, jeśli zajrzeli do opublikowanego wczoraj prospektu. Drozapol chce pozyskać od 66,1 do 109 mln zł. Wyemituje prawie 10 mln akcji serii E z prawem poboru (na dwie stare przypada jedna nowa), więc cena zawiera się w przedziale 6,6-11 zł. Zakładając, że cena emisyjna osiągnie dolny pułap i przy wartości rynkowej 10 zł teoretyczna wartość pp wynosi 1,13 zł. Gdyby akcje nowej emisji kosztowały zaś 11 zł, pp jest w zasadzie bezwartościowe. Skoro akcje na giełdzie kosztują 10 zł, to nie ma sensu realizować pp do akcji droższych o złotówkę.

- Cena emisyjna zostanie ustalona m.in. na podstawie rozmów z inwestorami instytucjonalnymi. Nie mogliśmy ich prowadzić bez prospektu emisyjnego - wyjaśnia Grzegorz Dołkowski, wiceprezes Drozapolu. Instytucje mają odkupić pp od największych akcjonariuszy: prezesa Wojciecha Rybki i jego żony (kontrolują 82,7 proc. głosów). Cena emisyjna będzie znana prawdopodobnie pod koniec pierwszego tygodnia stycznia.

Dzień odjęcia pp zbiegł się w czasie z publikacją potwierdzenia, że Drozapol jest na krótkiej liście chętnych na handlową część Stalexportu, o czym "Parkiet" doniósł jako pierwszy.